piątek, 14 grudnia 2012

Drugie opowiadanie Niall:

Z dnia na dzień patrzyłam jak Jess  jest coraz słabsza. Najgorsze były dwie świadomości: że niedługo stracę najważniejszą osobę w moim życiu i nie mogę nic z tym zrobić. Od kiedy wykryto u niej chorobę odstępuję jej na krok. Co ja zrobię jak jej zabraknie. Jedno wiem na pewno, gdy już odejdzie weźmie ogromny kawałek mojego serca ze sobą.
Siedziałam na kanapie obok jej łóżka w szpitalu, gdzie spędziła ostatnie 2 miesiące. Od czasu do czasu zerkam na jej twarz. Biedaczka jest taka blada. To już nie ta sama dziewczyna co kiedyś. Stara się ukryć ból, ale ja wiem jak bardzo cierpi. Od czasu posyła mi sztuczne, wymuszony uśmiechy. Pomimo tego, że jest blada nadal jest prześliczna.
-Emi mam do ciebie sprawę- powiedziała, że ledwo ją usłyszałam
-Tak słonko?
-Obiecaj mi, że będziesz żyć dalej jak mnie już nie będzie
-Nic już nie będzie takie samo
-Obiecaj mi to. Ale pamiętaj zawsze będę obok ciebie, gdy będziesz tego potrzebować.
-Czemu mi to teraz mówisz-spytałam, a serce mi przyśpieszało coraz bardziej.
-Kocham cię i zawsze będę jak siostrę- powiedziała ściszającym się głosem
-Ja ciebie też kochana- nagle usłyszałam pisk, który wydała maszyna przyczepiona do jej drobnego ciała. Serce podskoczyło mi do gardła- Nie Jess nie, nie zostawiaj mnie. Proszę!- darłam się jak głupia.-Jess. Nie, nie Jess. Proszę.! Nie- do Sali wbiegli lekarze. Kazali mi wyjść. Przez okno do Sali widziałam jak ją reanimują. Widziałam, że nic to nie dało. Płakałam jak głupia. Aż się dławiłam. Nie mogłam stracić najważniejszej osoby w życiu, która była ze mną od zawsze. Może zdarzały się małe sprzeczki, ale one nic nie znaczyły. Z Sali wyszedł lekarz
-Co z nią?-ledwo zapytałam
-Przykro mi bardzo
-Nie, nie, nie nie!! Nie.! To nie może być prawda.! Nie!-darłam się ciągnąc za włosy, waląc pięścią w ściany. Upadłam na kolana.-Nie Jess. Czemu?! Czemu zawsze ja muszę mieć takiego pecha?! Weszłam s powrotem do sali. Dotknęłam jej ręki. Była zimna, usta były sine, a oczy miała zamknięte. Ostatni raz ją przytuliłam: Zawszę będziesz dla mnie jak siostra. Nikt mi cię nie zastąpi nigdy!- Wróciłam do domu. Wszystko mi ją przypominało. Nie wytrzymałam i wybuchałam wielkim płaczem. Życie jednak jest niesprawiedliwe. Wpadł mi do głowy pomysł.
-Mamo, a dom babci jeszcze jest w Londynie?
-Tak, a co się stało.?
-Mogę tam zamieszkać? Tu wszystko mi przypomina Jess.
-Oczywiście kochanie.- jeszcze tego samego dnia spakowałam rzeczy, zostawiając tylko parę ciuchów.
                                                                                    3 dni później.
Wstałam w bardzo złym humorze.  To właśnie dziś jest najgorszy dzień: pogrzeb Jess.  Najpierw była msza, na której cały czas ryczałam gdy tylko spojrzałam się na trumnę. Podczas spuszczania jej na chwilę zemdlałam. To wszystko ponad moje siły. Po pogrzebie poszłam na małe spotkanie zw. stypą.  Po wszystkim od razu się przebrałam i pojechałam na lotnisko. O tyle dobrze, że moje wszystkie rzeczy już były w Londynie. Cały lot tępo wpatrywałam się w niebo, myśląc o Jess. Z pewnością teraz już jej było tam dobrze. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Śniła mi się Jess. Mówiła mi, że niedługo spotkam tego jedynego i żebym się o nią nie martwiła, bo tam jest cudownie. Jakoś mnie to uspokoiło. Dobrze, że dom babci był blisko lotniska. Od zawsze lubiłam to miejsce. Było tam tak przytulnie. Po kąpieli ułożyłam się wygodnie w łóżku, zastanawiając się o co chodziło Jess w moim śnie. Co miało znaczyć, że niedługo spotkam tego jedynego.  Wiem jedno, to wszystko jest dla mnie za trudne.
Co by tu fajnego porobić, bo chyba o 19 spać nie pójdę, no bez przesady. Dobra film sobie obejrzę.  Byłam zaciekawiona, jaka jest ta nowa część zmierzchu, więc właśnie ten film włączyłam sobie. Też bym chciała takie cudownego chłopaka jakiego ma Bella. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam na tym filmie. Byłam nieźle zmęczona.
Rano obudziłam się około 9. Zjadłam małe śniadanko i postanowiłam poznać nowych sąsiadów. Dom był o wiele większy od mojego. Drzwi otworzył mi jakiś brunet
-W czym mogę pomóc ślicznej pani?-zapytał
-Dzień Dobry. Jestem nową sąsiadką.
-Ej chłopaki mamy nową ŁADNĄ sąsiadkę- krzycząc podkreślił słowa ładną. Zaprosił mnie do środka. Zaprowadził jak mniemam do salonu. Zaraz po tym do pokoju weszło 4. innych chłopaków. Od razu w oko wpadł mi uroczy niebieskooki blondynek.
-No Zayn miałeś rację, naprawdę ładną
-Cześć, jestem Emilia, ale możecie mówić Emi.
-A więc Emi, ja jestem Zayn, to jest Liam, tam stoi Louis, z telefonem w ręku to Harry, a z chipsami to Niall.
-Jak już wspomniałam jestem waszą nową sąsiadką. Mam nadzieję, że mnie polubicie.- uśmiechnęłam się uroczo
-Już cię lubimy- odezwał się blondynek, na co posłałam mu promienny uśmiech, ale przypomniała mi się Jess i szeroki uśmiech od razu zszedł z mojej twarzy. Oczy się zaszkliły, lecz od razu wróciłam do siebie. Nagle do salonu weszła naprawdę śliczna blondynka. Podeszłam do Harrego i złożyła czuły pocałunek na jego ustach. Od razu doszłam do wniosku, że to jego dziewczyna
-Cześć, jestem Vanessa, dziewczyna Harrego- przywitała się ze mną- Siema chłopaki
-Cześć, Emilia jestem, nowa sąsiadka chłopaków.
-Jak chcesz możemy zostać koleżankami- zaskoczyła mnie tym pytaniem. Z resztą co mi szkodzi, Jess chciała, bym żyła dalej.
-Jasne, że tak.- posłałam jej promienny uśmiech.
-Co wy na to, żebyśmy wypili parę piw, albo w coś pograli?-zapytał Zayn. Wszyscy po odpowiedzieli pozytywnie, ale ja się nie odzywałam-A ty zgadzasz się?- zwrócił się do mnie
-Myślałam, ze do mnie nie mówisz, no bo wiesz nie znamy się i raczej nie mam tu nic do gadania.
-Oj głuptasie, od dziś jesteś naszą znajomą i masz
-W takim  razie jestem za.- przynieśli 14 piw. Każdy dostał po dwa, ale ja oddałam swoje Zaynowi, bo chciałam tylko jedno, a on się zgłosił jako jedyny po nie.  Po nich „impreza” się rozkręciła. Postanowiliśmy zagrać w butelkę. Zasad było parę: nie można zadawać bardzo zboczonych rzeczy, nie wykonasz zadania ściągasz jakieś ubranie, zadania, pytania i odpowiedzi zachowujemy tylko dla siebie. Najpierw kręcił Zayn, wypadło na Harrego
-Pocałuj najczulej jak tylko potrafisz swoją dziewczynę- bez wahania to zrobił. Harry wykręcił mnie
-Pytanie, czy zadanie- zapytał
-Zadanie- trochę obawiałam się co wymyśli
-Zrób coś, by Niallowi stanął- byłam w szoku
-Zero problemu.- podeszłam do Nialla, widać był zdezorientowany całą sytuacją. Szepnęłam mu moje magiczne słowa do ucha, a w jego spodniach był namiot. –Mówiła zero problemu
-Niezła jesteś- pochwalił mnie Zayn
-Ma się wprawę- powiedziałam z uśmiechem
-Uuuuuu, a w łóżku też jesteś taka dobra- pytanie znowu padło z ust Zayna
-Naprawdę chcesz wiedzieć?- uśmiechnęłam się cwaniacko
-Rzecz jasna-podeszłam do niego, moją twarz i jego dzieliły może 2 cm
-W snach- i odsunęłam się. Wszyscy wpadli w niepochamowany śmiech, jedynie on siedział zawiedziony. Teraz ja kręciłam. Wypadło na Louisa- Zrób coś szalonego.-wyszedł na dwór i krzyknął: ”Jestem zarąbisty” wszyscy zaczęli się śmiać. Potem kręcił Louis wypadło jak na złość na mnie.
-Ściągnij z siebie tą obcisłą bluzeczkę, na pewno ci gorąco w niej.- powiedział z wielkim smilem
-Uwierz nie jest- powiedziałam ściągając bluzkę.
-Uuuuuu, ale ciało- podziwiał mnie Zayn
-Dobra, nie podniecaj się tak, bo się napalisz kotku
-A żebyś wiedziała słońce-wszyscy ponownie wpadli w śmiech.
-Już pójdę- powiedziałam ubierając bluzkę
-Nie zostań, możesz spać ze mną- odezwał się Zayn
-Z tobą? Jeszcze mnie zgwałcisz.
-Możliwe, nie mogę ci się oprzeć.
-Będziesz musiał.
-Dość.!- krzyknął Niall
-Przepraszam- odezwała się cicho
-To nie ty, tylko Zayn, dziewczyny nie lubią nachalnych facetów
-Skąd możesz to wiedzieć, nie miałeś dziewczyny od czasów x- faktora
-Przynajmniej nie mam innej co noc.
-Nie wiesz jaką to radochę sprawia.
-Ona też będzie tylko na dziś?
-Możliwe
-Dość. Ja znikam z waszego życia, bo tylko się kłócicie.,
-Nie czekaj- krzyknął Niall
-Co?
-Chodź do mnie, nic ci nie zrobię- myślałam chwilę co mu odpowiedzieć
-Dobra- uśmiechnęłam się
-Dziwka- krzyknął do mnie Zayn
-Dupek- powiedziałam i dałam mu z liścia. Chwycił się za miejsce, w które mu przyłożyłam- To, że jestem dziewczyną nie znaczy, że nie umiem ci przyłożyć-Niall zabrał mnie do swojego pokoju. Dał mi swoją koszulkę, a ja udałam się do łazienki. Po 10 min wróciłam, potem on do niej poszedł. Ułożyłam się w jego łóżku. Jak ono przyjemnie pachniało. Gdy wrócił przytulił mnie do siebie. Nie wiem czemu, ale odwzajemniałam uścisk i zasnęłam w jego ramionach.
Rano obudziły mnie promyki słońca. Blondyn jeszcze spał. Cichutko wyszłam z łóżka, przebrałam się i na karteczce napisałam mu mój numer i wyszłam do domu.
Czemu się tak wczoraj zachowałam? Nie mam pojęcia. Chyba się w Niallu zakochałam. Nieee.! Znam go zaledwie dzień. Ale przecież miłość nie zna granic.
                                                                              Tydzień później
Przez cały tydzień z Niallem pisałam jedynie SMS-y. Dziś po raz pierwszy od tygodnia mamy się spotkać w parku. Sam mnie zaprosił. Dochodziła 13:30, więc zaczęłam się ubierać, bo miał przyjść po mnie o 14. Zrobiłam lekki makijaż i czekałam na Niall. Równo o 14 zadzwonił do moich drzwi. Poszliśmy w stronę parku. Widać czymś się stresował. Nie był sobą.
-Nie wytrzymam już dłużej. Muszę ci to powiedzieć.
-Też ci coś powiem, ale ty pierwszy
-Kocham cię- powiedział po pewnej chwili
-Nie wierzę. Pierwszy raz się nie zbłaźnię
-Czyli?
-Też cię kocham Niall- lekko pocałował moje usta
-To znaczy, że mogę cię nazwać moją dziewczyną?
-Na to liczę- posłałam mu uroczy uśmiech
-Od 2. i pół roku czekałam na tą właściwą dziewczyną i wreszcie ją znalazłam. Razem z chłopakami robimy dziś imprezę wpadniesz?
-Dla ciebie wszystko.
-Nie wiesz jak się cieszę- pocałował mnie i odprowadził. Przy moim domie jeszcze raz pocałował, ale czulej. W domu od razu zaczęłam się szykować. Ubrałam coś bardziej odpowiedniego na imprezę, poprawiłam makijaż na mocniejszy i można było powiedzieć, że byłam gotowa. Na imprezie było już pełno ludzi. W tłumie dostrzegłam Nialla. Podeszłam do niego, on czule mnie pocałował. 2 godziny później wszyscy byli napicie w trzy dupy. Postanowiłam nie pić. Czyjeś dłonie na biodrach. Myślałam, że to Niall, odwróciłam się, a tu Zayn! Chwycił mnie za rękę, na górę. Wprowadził do swojego pokoju. Zamknął drzwi na klucz i rzucił na łóżko. Obawiałam się najgorszego. Usta zakleił mi. Zaczął rozbierać, próbowałam mu się wyrwać, ale to nic nie dało, przez alkohol dostał niesamowitej siły. Normalnie w świecie zgwałcił mnie. Później od tak sobie zasnął. Zdjęłam taśmę ubrałam się i szybko wybiegłam z domu. Na schodach spotkałam Niall, który najwyraźniej mnie szukał. Pocałował i na szyję założył piękny złoty naszyjnik. Podziękowałam mu i także pocałowałam i poszłam do domu. Nie mogłam zasnąć, bo ciągle męczył mnie ten sam koszmar. Jak on mógł tak postąpić. Nie mogę ich ze sobą skłócić. Muszę na jakiś czas wyjechać do Polski do domu. Niech zapomni o mnie. Nie, nie mogę. Mówił mi, że od x-faktora czekał na tą jedyną, ale nie mogę rozbić ich zespołu. Spakowałam wszystkie rzecz. Taksówką ruszyłam na lotnisko. Tam okazało się, że najbliższy lot do Polski jest za godzinę. Kupiłam bilet i powoli poszłam na odprawę. W samolocie byłam pół godziny przed wylotem napisałam do Niall: „ Wybacz mi, tak będzie lepiej. Wiec, że kocham cię bezgranicznie, ale nie chcę rozbić waszego zespołu. Zapomnij o mnie. Ja tego nie zrobię, bo byłeś moim pierwszym prawdziwym chłopakiem. Przy tobie się zmieniłam, na lepsze. Poczułam co to miłość. Dobra, nie rozczulam się. Jeśli pozwolisz zatrzymam sobie naszyjnik. Będzie mi ciebie przypominał. Kocham Cię bardzo, twoja, lub nie twoja Emilia ;* xoxo. KOCHAM CIĘ BARDZO. PRZEPRASZAM” nacisnęłam wyślij. Łzy, gdy to pisałam leciały strumieniami. Tak będzie dla nich lepiej. Lot minął mi obojętnie. Cały czas płakałam.
Rodzice byli zaskoczeni jej  przyjazdem, ale nic nie powiedzieli. Ona zamknęła się w sobie. Cały czas myślała o Niallu. Wyjechała, bo musiała, wyjechała, bo nie chciała zniszczyć ich relacji, wyjechała, chociaż kochała go całą duszą i sercem. Zmieniła się bardzo, przefarbowała włosy na brąz, zmieniła swój charakter. Jedynie jedna rzecz została taka sama. Mianowicie  uczucie jakim darzyła go. Codziennie nosiła naszyjnik od niego. Dbała o niego jak o najcenniejszy skarb na świecie. Mówiła do niego jak bardzo go kocha.
Najlepsi psychologowie do niej nie dotarli, nie wydobyli z niej informacji. Ona cały czas kryła je w sobie. Bolało ją to bardzo. Chociaż minęły już 2 lata ona pamięta to wszystko, ten ból jakby było wczoraj. Uznała, że już czas i ponownie wyjechała do Londynu.
W domu byłam o 13. Było lato, więc ubrałam na siebie strój kąpielowy i poszłam do ogrodu. W ogrodzie naprzeciw byli chłopcy i wszystkie wspomnienia ponownie wróciły. Do ręki chwyciłam naszyjnik i zaczęłam płakać, czyli to co robię codziennie. Przepłakałam całe dwa lata. Ogólnie zmieniałam się. Nagle do płatu podszedł winowajca
-Cześć. Jestem Zayn
-Spieprzaj dupku, nie chcę cię znać. To wszystko przez ciebie wszystko. Czemu? Czemu zniszczyłeś mi do cholery życie? Bo miałeś taki kaprys. Nienawidzę cię.!- krzyczałam. Wszyscy na mnie patrzyli. On stał zdezorientowany
-O ci chodzi. Chcę być miły, a ty na mnie wyjeżdżasz. Co ci? Idź do psychologa.
-Mnie oni już nie pomogą, za dużo przez ciebie wycierpiałam.
-Oświecisz mnie ?- puściłam mój naszyjnik i usiadłam na ziemi.
-Czekajcie chłopaki, ona mi kogoś przypomina- zaczął Louis. Nic się nie odzywałam, tylko płakałam, jak zawsze w nocy w poduszkę. –Podejdź tu tylko- zrobiłam o co poprosił- Niall chodź tu- blondynek zjawił się przede mną. Dopiero po chwili zorientowałam się, że Lou pokazuje mu mój naszyjnik.
-To ty. Wróciłaś.- jego oczy się zaszkliły. Nie umiałam mu odpowiedzieć, zbyt bardzo płakałam. Przeskoczył płot. Przytulił mnie do siebie mocno. Znów poczułam się taka wyjątkowa. Pusta w moim sercu nagle wypełniła się. Pierwszy raz od dwóch lat uśmiechnęłam się. Tak za tym tęskniłam. Zaprosiłam go do środka. Usiadłam w kuchni na krześle i znowu zaczęłam płakać. Podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
-Czemu wtedy mnie zostawiłaś?
-Musiałam. Od tego prawdopodobnie zależał wasz zespół.
-Czyli.?
-No, bo… pamiętasz ten dzień kiedy dałeś mi naszyjnik?
-No jasne
-No to wtedy wracałam z góry. No bo byłam u Zayna
-Rozumiem zdradziłaś wtedy mnie
-Nie do końca.
-A jak?- zapytał wkurzony, ale smutny
-No, bo Zayn… on mnie zgwałcił-ostatnie słowo powiedziałam ledwo słyszalnie.
-Że co? Zabiję go!
-Nie.!- podbiegłam do niego.-Już jest okay. Obiecaj, że nic nie zrobisz.! Kochasz mnie jeszcze?
-Ty się jeszcze pytasz. Czekałam na ciebie, z nadzieją, że wrócisz i miałem rację. Kocham cię jak nikogo innego.! Słyszysz to.! Zawsze będę cię kochał.
-Też cię kocham.- pocałowałam go namiętnie.-Chcę to zrobić. Chcę to zrobić właśnie z tobą
-Jesteś tego pewna?
-Na 200%
-Dobrze.- rozebrał mnie, a ja jego. Robił to tak delikatnie. Czułam się tak cudownie. Został u mnie na noc. Zrobiliśmy to jeszcze parę razy.
                                                                       4 miesiące później
Jestem w 4 miesiącu ciąży. Mina Nialla była bezcenna, gdy mu powiedziałam. Był taki szczęśliwy. Już nam całkiem, całkiem brzuszek. Za tydzień są święta. Jestem zaproszona do rodziców Niall. Właśnie staliśmy pod domem jego rodziców.
-Dzień Dobry- odezwałam się cicho. Jego matka zmierzyła mnie wzrokiem, patrząc spod byka.
-A kto to.?-spytała swojego syna
-Moja narzeczona Emilia- aha tak zapomniałam jestem jego narzeczoną
-Dałeś się tak nabrać tej dziwce?
-Co?-zapytał
-Naciągnęła cię na dziecko, a ty głupi jej się oświadczyłeś
-My się kochamy prawda?-zwrócił się do mnie
-Święta prawda- odpowiedziałam cicho
-Nie przychodź potem do mnie, że popełniłeś błąd.
-Nie bój się, nie przyjdę
-Dobra, wiedzę, że sprawiam problem. Pojadę do domu.
-Droga otwarta- powiedziała otwierając mi drzwi.
-Nie ona nigdzie nie idzie.
-Nie lubię jej, dlatego nie chcę jej w tym domu.
-Dobrze już idę. Szybko złapałam taksówkę i pojechałam do domu. Tam nastroiłam sobie choinkę. Była piękna. Tylko cały czas zastanawiał mnie fakt, czemu Niall tak pozwolił mi iść. Nie wiem. Może uwierzył w to co matka mu powiedziała. Nie chcę nawet o tym myśleć. Bez niego życie nie miało by sensu.
                                                                              Tydzień później
Niall się do mnie nie odezwał. Byłam już prawie pewna, że to koniec. Dziś wigilia. Spędzę ją sama. Poprawka, nie sama, tylko z moją jeszcze nie narodzoną córeczką. Muszę się przyzwyczajać do tego. Ugotowałam wigilijną kolację i siadłam do stołu. Zjadłam w ciszy. Nawet sama do siebie nie gadałam, co na marginesie często mi się zdarza. Później spod choinki wzięłam prezent, który sama sobie kupiłam i rozpakowałam go. Była to srebrna bransoletka z moim imieniem. Później znów zwątpiona poszłam spać
                                                                        Kolejny tydzień później
To już piąty miesiąc. Niall nie odezwał się do mnie. Nowy rok, jednak spędzę sama. Rozumiem, że chce pobyć z rodzicami, ale mógł chociaż napisać. Postanowiłam ja to zrobić: „ Niall kochanie odezwij się. Martwię się o Ciebie”. Po chwili dostałam odpowiedź: „ Nie zbliżaj się do mojego syna idiotko. On już cię nie kocha. Sam mi to mówił. On boi ci się to powiedzieć i dlatego się nie odzywa. Ma już inną. Znikaj z jego życia szmato”. Rozpłakałam się. Czyli jednak to był koniec. Jak on tak mógł. Był miłością mojego życia. Zawsze będzie. Co ja teraz sama zrobię. Nie mam po co żyć. Nie, mam po co żyć. Dla mojej córeczki, której w prawdzie jeszcze nie ma na świecie, ale za 4 miesiące już będzie. Jedyna myśl, która trzymała mnie przy życiu. Znów tak cierpiałam. Znów ta pustka, co dwa i pół roku temu. Czemu? Czemu mi się to przytrafia? Wiedział, że go tak kocham.
Za 10  min jest dwunasta i nowy rok 2013. Siedziałam na kanapie głaszcząc mój brzuszek. Cały czas gadałam do małej, że ją kocham. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło się odliczanie 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1 i … nowy rok. Oby był lepszy niż już poprzedni. Jeszcze minutę temu mogłam powiedzieć, że ten rok, ale teraz już przeszły. Zamiast szampana wypiłam sok. Wyszłam na dwór pooglądać fajerwerki. Na podjeździe chłopców stał samochód Nialla. Czyli jest w domu. Czemu? Czemu on mnie musi tak ranić.? Wróciłam do pokoju. Wygodnie ułożyłam się na łóżku i zasnęłam.
                                                                        4 miesiące później
Już przyzwyczaiłam  się do tego, że Nialla nie ma. Tym razem staram się być silna. Już niedługo, bo dzisiaj jest 9. miesiąc na dniach moja kruszynka przyjdzie na świat.
Poczułam śliny ból w dolnej części brzucha. Wiedziałam, że już się zaczyna. Zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechali po 10 min. Zabrali mnie do szpitala. Leżałam na porodówce. Nagle uświadomiłam sobie, że to już koniec, że umrę
-Proszę zadzwonić do Nialla Horana i powiedzieć, żeby przyjechał, aha i, że go kocham nad życie.
-Po co.?
-Ja wiem, że mój czas się kończy. Proszę zrobić o co proszę.-lekarz przyniósł dyktafon, a ja powtórzyłam : Kocham Cię Niall, zajmij się nią, tylko o to proszę.” Po tym  zaczęłam rodzic. Był to potworny ból. Nagle usłyszałam płacz dziecka, uśmiechnęłam się i spokojnie zamknęłam oczy. Widziałam swoje ciało z góry, widziałam jak reanimują. Nagle do Sali wbiegł Niall. Czyli jednak przyjechał. Lekarz oznajmił mu, że umarłam, a on rozpłakał się. Później przesłuchał wiadomość jaką mu kazałam przekazać. Usiadł przy mnie i zaczął mówić do martwego ciała.: To moja wina. Dlaczego posłuchałem moją matkę. Gdy tego nie zrobił, byłabyś ze mną. Nie masz pojęcia jak cię kocham.” Cały czas płakał. Lekarz przyniósł mu mała, a on miał ją nazwać. Bez wahania wybrał imię Emily. Moje imię. Jakie to słodkie było. Po tygodniu zabrał ją do domu. W tym czasie też odbył się mój pogrzeb. Dziwnie tak patrzeć jak zakopuję twoje ciało.
                                                                              Niall
Przywiozłem małą Emily do domu. Czemu to wszystko musi być takie trudne? Odeszła najdroższa mi osoba. Jak ja wtedy mogłem posłuchać moją mamę? Jestem po prostu głupi. Położyłem małą do łóżeczka i byłem z nią aż zasnęła. Była taka słodka. Wszystko miała po mnie, jedynie po Emi miała oczka. Ciemnoniebieskie piękne oczka. Widziałem w nich to co u Emi. Można było odczytać uczucia. Widać mała była smutna. Nie dziwię się jej straciła matkę, ale ja jej nigdy nie zostawię! Tylko to maleństwo mi po niej zostało. 
                                                          14 lat później Emily
Muszę zapytać taty co się stało z mamą. Zawsze unikał tego tematu. Ale mam prawo wiedzieć gdzie jest moja matka. Jak się nazywała, jak wyglądała, jaki charakter miała.
-Tato?
-Co się stało kochanie?
-Proszę powiedz mi co się stało z mamą
-To dla mnie trudny temat.
-Proszę. Mam prawo wiedzieć gdzie jest moja matka
-Dobrze. Twoja matka jest w niebie. Nie masz jej. Umarła zaraz po porodzie. Pamiętam to jak dziś. Zostawiłem ją za prośbą mojej mamy. Nie znosiła jej, ja wręcz przeciwnie. Kochałem ją nad życie. Niestety byłem za głupi. Leżałem sobie na łóżku, kiedy zadzwonili, ze szpitala, że się urodziłaś. Od razu tam pojechałem. Tam dowiedziałem się, że Emilia zmarła
-Moja matka Emilia się nazywała?
-Tak, dlatego ty Emily się nazywasz.
-Przepraszam, że zapytałam
-Nie, nic się nie stało, masz prawo wiedzieć coś o swojej mamie.
-Kocham cię tato
-Też cię kocham.
                                                                                    The End

niedziela, 9 grudnia 2012

Reszta opowiadania.

) Nie chcę nic mówić, ale byłyśmy najlepsze…  Jeeee…! Miałam rację.!! Pierwsze miejsce.!! Po turnieju wróciliśmy do domu. Harry zabrał mnie do swojego pokoju. Rzucił na łóżko namiętnie całując. Chwycił za koniec bluzki lekko ją podciągając. Palcami dotykał mojego brzucha. Czułam jest chłodne palce, aż przeszły mnie dreszcze. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął … łaskotać.  Śmiałam się jak głupia. Poczochrał mnie po włosach.  Później udałam się do łazienki. To co zobaczyłam w lustrze o mało nie wywołało u mnie zawału. Zaczęłam bezskutecznie czesać moje włosy. O nie…! Szczotka mi się wplątała
-Harry-wydarłam się
-Co kocie.?- zapytał słodko
-Pomórz- powiedziałam błagalnym głosem. Zaczął wyplątywać ją
-Ałć, Harry to boli. Bądź delikatniejszy.!- darłam się
-Pierwszy raz wplątała się?- zapytał spokojnie
-Tak pierwszy raz- dalej krzyczałam
-Uspokój się, kończę- też powiedział głośniej
-Ałć, to boli- krzyknęłam, a on skończył- Dziękuję kochanie- pocałowałam go namiętnie. Wyszliśmy z pokoju, a przy drzwiach spotkaliśmy jego mamę.
-Jak mogłeś wykorzystać tak tą biedną dziewczynę?-zapytała Harrego. My patrzyliśmy na nią zdezorientowani
-Harry pomagał mi szczotkę z włosów wyplątać, po tym jak poczochrał mi je- spojrzałam w stronę loczka.
-Słyszałam coś innego- pytała dalej
-Pierwszy raz mi się szczotka we włosy wplątała, a krzyczałam, za co bardzo przepraszam, bo bolało to.
-Bardzo przepraszam.
Ale pojebana akcja. Haha. W salonie siedział na kanapie siedział jego kuzyn. Usiadłam na fotelu naprzeciw niego, a obok niego Harry
-Gratuję wygranej kochanie.
-Eee… dziękuję
-Jesteś w tym naprawdę dobra kotku.
-Możesz tak do mnie nie mówić?- spojrzałam na Harrego było widać ulgę w jego oczach, gdy to powiedziałam
-Nie podoba ci się to piękności moja.?
-Nie wiesz, nawet jak bardzo nie podoba
-A powiedz mi tak w tajemnicy masz ty chłopaka?
-Tak, mam chłopaka.
-Jak ma na imię.?
-Znasz go. Siedzi obok
-Nie mów mi, że mojego głupiego kuzyna Harrego
-On nie jest głupi. Aha i uważam tą głupią dyskusję za zamkniętą. I jeszcze jedno, nic ci do tego kocham Harrego i odwal się.- od razu udałam się do pokoju mojego chłopaka, który wszedł tam zaraz po mnie.
-Dziękuję za to co powiedziałaś przy nim
-Powiedziałam prawdę.- uśmiechnęłam się ciepło
-On zawsze odbierał mi dziewczyny. Ale uważaj, bo widzę jak na ciebie patrzy, a nie chcę cię stracić.
-Nie bój się, bo nie stracisz. Kocham Cię pamiętaj Styles
-Przyzwyczajaj się do tego nazwiska, bo kiedyś będziesz się tak nazywać. I też Cię kocham kotku.
-W twoich ustach to słowo o wiele lepiej brzmi kochanie.- pocałował mnie namiętnie w usta i zasnęłam szczęśliwa w jego objęciach.
Rozdział IV
 Obudziłam się o 6, po pięknym cudownym śnie, z panem Stylesem w roli głównej. Spojrzałam na jego twarz. Patrzył na mnie. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Jego ręce błądziły po moich plecach. Powoli zaczął mnie rozbierać, a ja jego…( doszło do tego). Po wszystkim jeszcze długo całowaliśmy się. Nie umieliśmy już zasnąć. Sobie się nie dziwię, bo byłam bardzo rozbudzona. Ubrałam na siebie piżamę i powędrowałam na dół, by napić się soku. Usłyszałam za sobą kroki. Miałam nadzieję, że to nie Nathan, Uff… był to mój kotek. Posadził mnie na blat, stanął między nogami i zaczął znowu całować. Już zapominając o zamiarach udaliśmy się do jego pokoju i znowu zabawa się powtórzyła. Chwila odpoczynku znowu. Było cudownie. Doszło do tego 5 razy. Później razem postanowiliśmy, że na razie koniec i udaliśmy się s powrotem do kuchni, w której byli już wszyscy domownicy. Zjedliśmy pyszne naleśniki  upieczone przez jego mamę. Po śniadaniu niestety  musieliśmy spakować się i wrócić do Londynu. W domu byłam o 17. Od razy rzuciłam się na łóżko. Byłam wykończona, lecz postanowiłam jeszcze nie iść spać. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kolację, później z  nią usiadłam przed telewizorem. Obejrzałam sobie „Byle do jutra”. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam przed telewizorem.
Rozdział V
Przez cały tydzień nie spotkałam się z Harry,  bo miał wywiady, sesje itp., ale pisaliśmy na okrągło SMS-y. Dzisiaj od rana wymiotuję. Nie chcę nawet myśleć, że może to mieć związek z wizytą u jego mamy wtedy. Dla pewności z samego rana jakoś doczłapałam się do apteki i kupiłam 5 testów ciążowych. W domu, od razu zrobiłam wszystkie na raz. O nie…. Wynik pozytywny. Co ja terasz zrobię? Postanowiłam pójść do Harrego od zaraz. Na podjeździe obok domu było czyjeś auto. Nie przejęłam się tym zbytnio. Gdy weszłam nikogo nie było. Harry wspominał, że pojechali do sowich rodzin. Prosto powędrowałam do jego pokoju. Nie był on sam, tylko z kobietą.! Znałam ją dobrze, była to prezenterka Caroline Flack. Od razu się rozpłakałam. Szybko pobiegłam do domu. Usiadłam na kanapie chowając twarz w dłoniach. Przypomniało mi się, że mam numer jego mamy. Od razu zadzwoniłam. Od razu się zgodziła, bym na trochę przyjechała. Oczywiście droga strasznie się dłużyła. Gdy otworzyła mi drzwi rzuciłam się jej na szyję i rozpłakałam jak małe dziecko.
-Co cię tu sprowadza?-zapytała
-Chcę  trochę po być z kimś z tej samej płci.
-A twoja mama?
-Nie mam, nie żyje.
-A ojciec?
-Nie chciał mnie i wysłał do Londynu. Dziwne nie? Mam dopiero 16 lat.- przytuliła mnie mocno- Jestem w ciąży- powiedziałam cicho
-Z moim synem?
-Tak, a  najlepsze, że jak dziś do niego szłam to w domu nie był sam, tylko z Caroline Flack.
-Biedactwo. Już ja mu wygarnę.
-Nie musi pani, ale jakby się pytał to może pani powiedzieć. Co mam zrobić- zapytałam we łzach
-Ja ci tego nie powiem, słuchaj swojego serca. Może wyjedź na tydzień, lub dwa, przemyśl sobie wszystko.
-Dziękuję, to wspaniały pomysł.- wypiłyśmy herbatę i potem pojechałam do domu się spakować. Postanowiłam wyjechać na jakiś czas do U.S.A. Z bagażem uwinęłam się szybko. Będąc na lotnisku, napisałam do Harrego, że to koniec. Jedyną odpowiedzią jaka dostałam to :”Przepraszam”. A  niech on je sobie nie powiem gdzie wsadzi. Lot do Stanów był męczący. Trwał strasznie długo. Opłaciło się, było tam słonecznie i ciepło. W hotelu zostawiłam walizki i od razu przebrałam się w bikini i pobiegłam na plaże, która była zaraz obok budynku. Podczas opalanie podszedł… Justin Bieber.!
-Mogę się dosiąść.?-zapytał
-Jasne.- odpowiedziałam z uśmiechem
-Jak masz na imię.?
-Aga.
-Miło mi poznać. Justin-powiedział podając mi dłoń
Spędziłam z nim calutki dzień. Tak dobrze nam się rozmawiało. Nawet o Harrym zapomniałam.  Zaprosił mnie na drinka. Szybko ubrałam spodenki i bokserkę. Oczywiści, bo jestem w ciąży nie powinnam pić alkoholu i wzięłam sok.
-Mówisz, że jesteś tu na tydzień tak.?
-Tak
-To może w tym czasie zaszalejemy na całego.?
-Zgadzam się- powiedziałam po chwili namysłu. –A później nie wspomnimy o sobie.?
-O to mi chodzi- puścił mi oczko.
-Okay.
Poszliśmy do jego pokoju. Okazało się, że ma pokój naprzeciw mojego.  Zaczęliśmy się nawzajem się rozbierać. Doszło znowu tego. Był zupełnym przeciwieństwem Harrego. Zielonooki był taki delikatny, a on spontaniczny. Robiliśmy to całą noc. Było cudownie.
Rozdział VI
Obudziłam się jego ramionach. Spał jeszcze. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Przez 10 min gapiłam się bezczynnie w sufit. Później Justin zaczął się wiercić. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się, przygryzając dolną wargę. Powtórzyliśmy naszą zabawę. Nawet nie raz.
Jeśli mam być szczera to przez cały tydzień prawie nie wychodziliśmy z łóżka. Niestety przyszedł na mnie czas i wróciłam s powrotem do szarego Londynu. W domu było tak spokojnie. Właśnie w takich momentach brakowało mi kogoś bliskiego. Będąc w Stanach niczego nie wymyśliła. Szit.! Muszę się z nim spotkać i obgadać to wszystko. Kurde muszę zadzwonić do mamy Stylesa, żeby nic mu nie mówiła. Ufff… po rozmowie mogłam odetchnąć, bo nic mu nie mówiła. Teraz Harry. :”jesteś w domu?”-„nie w trasie jesteśmy”-„mogę zapytać kiedy będziecie tu w Londynie?”-„Za 7 miesięcy”-„Ile? Okey” Nie dostałam już odpowiedzi. I co ja zrobię?
Dni mijały raz szybko, raz wolno, ale wszystkie ponuro i szaro. Z tygodnia na tydzień brzuch był coraz większy, a  istotka w nim też. Dziś jest połowa 30 tygodnia. Od rana czuję strasznie źle. Usiadłam przed 50. calową plazmą i oglądałam jakiś durnowaty serial.  Nagle poczułam skurcze w dolnej części brzucha. Wiedziałam, że to już. Szybko zadzwoniłam na pogotowie. Przyjechali po 5 min, ale dla mnie to i tak była męczarnia…
Dziecko urodziło się 1 lutego. To musi być jakiś znak. Harry też ma urodziny 1 lutego. Pomimo tego, że wyszło na świat było zdrowe i dobrze rozwinięte. Była to dziewczynka. Nazwałam ją Darcy.  Zawsze tak chciał Harry. Byłam taka szczęśliwa. Od razu zadzwoniłam do Anne. Ta obiecała, że będzie mu mnie niedługo. Tym czasem pielęgniarka przyniosła mojego maluszka i mogłam ją wreszcie dotknąć. Miła takie piękne błękitne oczy po mnie. Włoski były brązowe. Nie mogłam się na nią napatrzeć. Ciągle szczypałam swoją rękę, czy to czasem nie sen. Do Sali weszła mama Stylesa. Widząc małą Darcy serdecznie się uśmiechnęła.
-Urodziła się jak Harry 1 lutego
-Tak coś w tym jest…
-Odzywał się do ciebie.?
-Nie – po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.- Gdyby tylko pokazał, że choć troszkę mu zależy wybaczyłam bym mu. Z resztą zrobiłam to już dawno. Anne, nie chce, by ona miała takie dzieciństwo ja.
-Nie martw się on was nie zostawi. Jak ma na imię?
-Darcy
-Harry kocha to imię- naszą rozmowę przerwał telefon Anne. Nie słuchałam jej rozmowy. Nic nie powiedziała tylko wyszła na korytarz. Ja cały czas nie umiałam nacieszyć się tą piękną istotką. Była taka słodka. Już teraz była podobna do Harrego. Jak mówiłam po mnie miała tylko oczy. : Nie martw się mała wszystko będzie dobrze. Myślę, że tatuś nas nie zostawi, a jeśli tak, to damy sobie radę. Pokarzemy, że kobiety są silne. – mówiłam do małej. Nagle do Sali weszła Anne z … Harrym.?!
-Co ty tu robisz.?-zapytałam
-O  to samo chciałem zapytać ciebie i co to za dziecko
-Wczoraj urodziłam. Poznaj Darcy.
-Po co mam ją poznać?
-Bo jesteś jej ojcem- powiedziałam cichutko
-Nie my robiliśmy to niecałe 8 miesięcy temu
-Ona się rodziła w 7 miesiącu
-To chore- krzyknął
-Acha wszystkiego najlepszego Harry.
-Nie zmieniaj tematu.
-On też się 1 lutego urodziła.
-Ona nie może być moja
-Jest Harry uwierz.
-Nie uwierzę, dopóki nie będę mieć na papierze wyników badań
-Dobra, możemy je zrobić, ale nigdy bym cię nie zdradziła-  wyszedł bez słowa, a ja się rozpłakałam. Co teraz? Widocznie nie zależy mu na mnie, znaczy nas. Trudno, sama też dam sobie radę. Anne też się pożegnała i wyszła. Do mnie przyszedł lekarz i oznajmił, że jutro pomimo, że mała urodziła się w 7 miesiącu może iść do domu, bo jest zdrowa.
Następnego dnia jak lekarz obiecał pojechałyśmy do domu. Stało się coś BARDZO dziwnego. Ojciec do mnie zadzwonił:-Tak?-Hej mała. Przepraszam za to. Przyjedziesz do nas na weekendu, lub tydzień?-Wybaczam ci tato. Tak chętnie. Przedstawię ci kogoś.-Dobrze kochanie.- rozmowa się zakończyła, a ja spakowałam siebie i małą i pojechałam na lotnisko. Jest najbliższy samolot do Polski jest za pół godziny. Kupiłam bilet. Był mały problem z Darcy, ale pokazałam papiery, ze szpitala i niechętnie wydała bilet. Powoli poszłyśmy na odprawę, która poszła bardzo szybko. Siedziałyśmy w samolocie do mojego ojczystego kraju. Przez cały lot Darcy spała, a ja tępo gapiłam się w okno, podziwiając chmury. Z lotniska miałyśmy 15 min drogi taksówką. Zapukałam i otworzyła mi jego żona. Przywitała mnie
-Hej mała. Co to za dziecko.?- zapytała bardzo zdziwiona
-Dzień Dobry. Moja córeczka.
-Wejdź.-poszłam do salonu. Siedział tam tata. Był jeszcze bardziej zdziwiony, niż Emilia
-Co to za dziecko?-to pytanie padło już 3 raz od wczoraj
-Moja córeczka Darcy. To ją miałeś poznać.
-Ty masz dziecko? Myślałem, że chcesz mi przedstawić jakiegoś chłopka. Ile ma?
-Akurat dziś ją do domu przywiozłam.
-Ale ona słodka. Oczka ma po tobie
-Wiem. Po Harrym ma wszystko inne.
-Jej ojciec?
-Tak
-Gdzie on?
-Aktualnie nie jest między nami najlepiej.
-Biedactwo. Cieszę się, że wydoroślałaś. Ja ona słodka.
-Wiem.
Tydzień minął mi bardzo szybko i musiałam wracać do Londynu. Wszystko co dobra kiedyś się kończy. W Londynie byłam o 17. Od razu kąpałam Darcy i sama poszłam się myć, jak mała zasnęła. O 21 ja też zasnęłam.
                                                                           6 lat później*
Mała Darcy ma już 6 lat. To nie wiarygodne, jak ona do Harrego jest podobna. Jak się urodziła oczy miała błękitne jak ja, a teraz to cały Harry dosłownie. Ma duże ciemnozielone oczka, długie kręcone brązowe włosy i to spojrzenie. Haha. Jest on moim oczkiem w głowie. Ja też jestem inna. Przefarbowałam włosy i jestem blondynką, wyższa też jestem. Już wile razy pokazywałam Darcy zdjęcia Harrego.
Razem z Dar poszłyśmy do sklepu. Ja zwykle ona poleciała do zabawek, a ja zajmowałam się zakupami.
                                                                               Harry
Nagle zauważyłem, że podchodzi do mnie jakaś mała dziewczyna. Jaka ona była do mnie podobna. Dziwne? Bardzo? Ale czemu do mnie.? Wyglądała jak ja.! Dosłownie.
-Harry?- zapytała słodziutkim głosikiem
-Tak, a co się stało?- uklęknąłem na jedno kolano, by być na jej wysokości.
-Tato- przytuliła mnie. Wtedy wszystkie fakty poukładały mi się w głowie.
-Nie pomyliłaś mnie z kimś dziecko
-Nie mamusia nie raz mi pokazywała mi twoje zdjęcia i dużo opowiadała.
-Nie.
-Tak, nie wiesz jak tęskniłam tato.
-Jak masz na imię?
-Darcy- nagle zobaczyłem ją. Podeszłam do nas i odciągnęła małą ode mnie- Mamo popatrz znalazłam tatę
-Tak, ale chodź już.
-Nie zostaję z tatą, nigdy go nie widziałam
-Niech tak zostanie.
-Zostań- odezwałem się
-Po co? Nie chcę ci zatruwać życia. I tak ci na nas nie zależy, nigdy nie zależało. Nie zostawił byś nas. Wiedziałeś, że zawsze tylko ciebie kochałam.
-Też cię kocham
-Powiedziałam KOCHAŁAM
-Moje uczucie do ciebie nadal jest w sercu- powiedziałem
-Nie wierzę ci, nie zostawiłbyś nas. Wiedziałeś, że Darcy jest twoim dzieckiem i co? … wolałeś uciec, by być wolnym. Nie wiesz jak to bolało.- pociągnęła dziewczynkę i wyszła. Miała rację wolałem uciec przed problemami. Czemu wtedy musiałem wszystko spieprzyć.?
                                                                Już Aga*
-Mamo, czemu to zrobiłaś.?-zapytała mnie Darcy
-Nie zrozumiesz tego kochanie.
-Mamo wróć do taty, chcę, żebyś była szczęśliwa.
-Jestem, bo mam ciebie słoneczko
                                                 Następny dzień*
Byłam z Darcy na placu zabaw. Podziwiałam piękny śpiew ptaków.
                                                             Darcy
Bawiłam się w piaskownicy. Podszedł do mnie znany mi pan.
-Cześć- powiedział do mnie uśmiechając się
-Cześć
-Fajne babki
-Dziękuję
-Jak tam u ciebie mała?
-A dobrze. Przekonaj mamy ona cię kocha. Wczoraj płakała i patrzyła na zdjęci gdzie byliście razem. Mówiła do niego, że cię kocha. Naprawdę. Nie powiesz mamie, jak ci powiem, że ją podsłuchiwałam?
-Nie, nie powiem Darcy. Jaka ty do mnie podobna jesteś
-Wiem mamusia zawsze mi powtarzała, że jestem z wyglądu cały tatuś.
                                                                     Harry
-Mam pomysł. Przekonamy twoją mamusię i pójdziesz do mnie do domu, pobawisz się z moimi kolegami co.?
-Takkk- zaczęła krzyczeć. Podeszłem do Agi
-Mogę ją zabrać na chwilę?
-Tak, ale idę z wami chcę ją mieć na oku
-Jasne-od razu się zgodziłem. Weszliśmy do salonu, a tm chłopaki oglądali jakiś durnowaty film
-Hej chłopaki. Mamy gości
-Cześć- przywitała się mała Darcy. Odpowiedzieli jej tym samym
-Kto to?-jako pierwszy pytanie zadał Zayn
-Eeee… pamiętacie Age?
-Tak pamiętamy, była to pierwsza dziewczyna, którą od razu nie… dopowiedz sobie, bo tu dziecko jest
-To okay
-My się pytali co to za dziecko- odezwał się Niall
-Moja córka Darcy
-Że co?-zakrztusił się Niall
-Moja córka Darcy.
-Ale jak, co, gdzie?-zadawał masę pytań Liam
-Na biologii cię nie uczyli?-zaśmiałem się
-Uczyli, ale czemu teraz się dowiadujemy tego?
-Bo kiedyś wam nie powiedziałem, bo sam w to nie wierzyłem. Popatrzcie, jaka ona do mnie podobna
-Fakt, jak dwie krople wody-potwierdził Louis
-Chodź się pobawić z wujkiem Niallem- powiedział Niall to Darcy. Mała zaczęła skakać i pobiegła za głodomorem. Jaka ona urocza była
                                                                                Niall
-Chodź mała w chowanego się pobawimy
-Tak. Licz ja się chowam, ale nie podglądaj, bo cię zbiję
-Haha dobrze-śmiałem się jak głupi. Słodko brzmiało to w jej ustach. – Raz, dwa, trzy, cztery, pięć …
                                                                                  Harry
Wziąłem agę do mojego pokoju. Usiadłem na łóżku i chwyciłem jej dłoń. Spojrzałem głęboko w oczy. Zobaczyłem ten żal do mnie. Musiałem to naprawić. Pocałowałem ją, co najlepsze, ona odwzajemniła go. Byłem taki szczęśliwy.
-Wybaczysz?-szepnąłem jej na ucho, gdy się od siebie odkleiliśmy
-Zrobiłem to już 6 i pół roku temu głuptasie
-Nie wiesz jak się cieszę- w tej chili poczułem się taki męski. Miałem u boku wymarzoną kobietę i owoc naszej miłości. Co prawda, przeżyliśmy bardzo długi odpoczynek od siebie, ale teraz jestem pewien, że kocham ją na życie…
                                                                         Rok później* Perspektywa Agi
Z Harrym jesteśmy 2 miesiące po ślubie. Niestety nie jest tak kolorowo. Ciągle się kłócimy, to znaczy on co chwilę wybucha o byle co. Stałam po drzwiami i wysłuchiwałam się w słowa Harrego. Kolejny raz byłam raniona jego słowami. Wziął zdjęcie w rękę i chciał je stłuc. Dla mnie czas się wtedy zatrzymał. Przed oczami przeleciało mi wszystko. Gdy byłam mała moi rodzice też się tak cały czas kłócili. Tata nie miał dla mnie czasu, dla mamy też. Siedziała ona całymi dniami w sypialni płacząc całymi dniami. Ja się wszystkiemu przyglądałam. Pewnego dnia ojciec się wyprowadził. Zostałam z mamą, która z czasem była coraz chudsza, aż w końcu zmarła. Wtedy zostałam z tatą, który nie miał czasu. Bolało to bardzo. Nie chciałam, by Darcy przeżywała coś podobnego.
Czas znowu ruszył. Z jego dłoni wzięłam zdjęcie i przytuliłam go. Pogodziliśmy my się. W futrynie stała zapłakana Darcy razem uśmiechnęliśmy się do niej i od tego czasu jest wszystko w porządku. 

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział III(Część I)

O 10 Harry poszedł do domu, a ja oczekiwałam przybycia Nikoli. Wreszcie o 14 przyjechała. Od razu zaczęłyśmy przygotowania. Z racji tego, że dłużej trenuję i jestem troszkę od niej lepsza ustaliśmy, że to ja zrobię wszystkie akrobacje. Szło nam dobrze.
     Tak nam minęły 2 dni… W dzień wyjazdu szybko się spakowałam. O 15 podjechał po nas Harry. Nie jechałyśmy długo, może półtorej godziny. Jego mama przywitała nas ciepło. Przy obiedzie lepiej się poznałyśmy.
-Jak masz na imię i twoja koleżanka
-Jestem Aga, a to jest Nikol.
-Długo ćwiczycie akrobatykę.?
-Ja od 12 lat, a Niki od 9.
-To długo
-Nawet- wtedy ktoś wszedł do domu.
-Poznaj to kuzyn Harrego Nathan- przedstawiła wysokiego bruneta o niebieskich oczach.
-O której to.?-zapytałam
-Za godzinę wychodzimy
-Spoko.
-Gdzie?-zapytał zdezorientowany Nathan
-Na turniej akrobatyczny.-wyjaśniła Anne
-Bierzecie udział.?-teraz pytanie skierował do mnie
-Tak- odezwała się Niki
-Super
Cały obiad ten cały Nathan cały czas spoglądał w moją stronę. Kurde co jest.?
Stresowałam się trochę. Gdy zaczęłyśmy nasz układ trema minęła(http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=l6XZRJTlMJc&feature=endscreen) ( od 0 do 2:30)


Rozdział II

O 9 on zaczął się wiercić. Odwróciłam się do niego twarzą. Haha jego miny nigdy nie zapomną, gdy mnie zobaczył. Momentalnie odskoczył
-Przepraszam cię, obiecałem sobie, że nie będę już brał dziewczyn na jedną noc, by się z nimi przespać, ale to silniejsze ode mnie
-Spokojnie, do niczego nie doszło- uśmiechnęłam się
-Uffff… Eeee a przypomnisz mi swoje imię.?
-Głuptasie nawet jeszcze o nie, nie pytałeś. Nazywam się Agnieszka, ale mów Aga.
-Pięknie imię, dla równie pięknej dziewczyny.
-Dzięki.- powiedziałam rumieniąc się
-Chodź na dół piękna, zrobimy sobie śniadanie.
-Dobrze-przechodząc obok szafy spojrzałam w lustro. Nie było źle, nawet włosy nie były rozkopane. W salonie siedzieli jeszcze czterej inni .
-Harry znowu laskę przeleciał- odezwał się brunet gwiżdżąc
-Zamknij się-powiedziałam oburzona jego zachowaniem
-A co źle gadam?
-Tak owszem, pieprzysz głupoty kurwa
-Dobra, nie unoś się już tak, złość piękności szkodzi.- Posłałam mu tylko moje zabójcze spojrzenie.
-Dobra, już pójdę. Pa Eeee… nie wiem jak macie na imię, ale mniejsza o to i tak się już nie spotkamy. Cześć Harry i dzięki na fajny wieczór i noc.
Gdy weszłam do domu poczułam taką pustkę. To dziwne, ale chciałabym przytulić teraz Harrego. Postanowiłam dzisiaj znowu pójść do tego samego klubu. Chciałabym go tam spotkać. Prawdę mówić cały dzień spędziłam przed telewizorem. O 19 poszłam się przygotować. O dziwo nie zajęła mi to dużo czasu. Na dworze było ciepło. Tym razem ubrałam krótkie spodenki i bluzkę odkrywającą prawie wszystko. Tak samo jak dzień wcześniej podeszłam do baru i zamówiłam tego samego drinka. JEST.!! W oddali dostrzegłam Stylesa. Był sam.! Widok przysłoniło mi zbiorowisko płci męskiej zbierającej się wokół mnie. Zaczęli zaczepiać. Szybko uciekłam z tam  tond i rzuciłam się na szyję loczkowi.
-Nie wiesz jak tęskniłam
-Ja też, nie wiesz jak bardzo- zaczęliśmy się namiętnie całować. – Może nie znam cię długo, ale wiem, że jesteś wyjątkowa. Idziemy do mnie, czy do ciebie.?
-Chodź do mnie-droga zajęła nam 5 nim. W domu usiedliśmy na kanapie.
-Powiesz mi czym się zajmujesz, albo co jest twoim hobby.?
-Lepiej pokażę- stanęłam bokiem do niego i zrobiłam przejście w przód, potem w tył i szpagat.
-Trudne to.?-zapytał
-Dla mnie nie, już nie
-Ile już ćwiczysz.?
-Około 12 lat.
-Jesteś niesamowita.
-Dziękuję
-Aga ja za 3 dni jadę do mamy, a tam odbywa się konkurs gimnastyczny, tylko musisz sobie załatwić drugą osobę i zgłoszę cię. Co.?
-To świetny pomysł. Zadzwonię do mojej koleżanki z Polski- pogadałam na chwilę z Nikolą-zgodziła się jutro powinna tu być. Będę musiała wymyślić nowy układ ale spoko.
-Dobra zadzwonię do mamy i zgłosi was, a za trzy dni jedziecie ze mną.
-Świetnie.
-Eee… mam do ciebie takie pytanie
-Tak.?
-Zostaniesz moją dziewczyną.?
-Jasne- pocałowałam go. Nie długo po tym poszliśmy spać. 

Rozdział I
Jak zwykle wracałam z Sali gimnastycznej po udanym treningu. O dziwo miałam dobry humor, ale nie wiedziałam jeszcze co mnie w domu czeka.
-Aha.!- zawołam tata
-Tak?-spytałam przerażona
-Nie chcemy cię już tu. Musisz wyjechać. W Londynie kupiłem ci dom. Twoje wszystkie ubrania i rzeczy już tam są. Za 2 godziny, szkoda, że tak późno masz samolot.
-Ze co proszę?-zapytałam, bo nie wierzyłam w to co powiedział mój ojciec. Własny ojciec.
-To co słyszałaś. Nie chcę cię już widzieć. Mam nowe życie.-nic mu odpowiedziałam tylko zaczęłam płakać. Ten człowiek, bo już go ojcem nie nazwę siłą wpakował mnie do auta i ruszył na lotnisko. Było mi już wszystko jedno. Siadałam do samolotu i tępo wpatrywałam się w chmury. Żadne słowa nie opiszą jak się wtedy czułam. Jak własny ojciec mógł zostawić swoje dziecko.? I to jeszcze niepełnoletnie. Podróż minęła szybko. Taksówka zawiozła mnie pod mój nowy dom. Był ogromny. Gdy weszłam w oczy rzuciło mi się to, że wszystko jest już poukładane i w ogóle. Postanowiłam nie użalać się nad sobą i zdecydowałam się, że pójdę dziś do klubu. Ubrałam się najładniej jak umiałam i wyszłam z domu, bo było już grubo po 21. Ochroniarz nawet nie zapytał się ile mam lat, tylko mnie wpuścił. Może dlatego, że byłam tak wyzywająco ubrana i mogło to ściągnąć więcej gości, czyli więcej kasy. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to poszłam w stronę baru. Zamówiłam sobie słabego drinka i powoli go zaczęłam pić. Po chwili dosiadł się do mnie jakiś chłopak z lokami na głowie. Widać był nieźle wstawiony bo cały czas mamrotał coś
-Chodź śliczna do mnie do domu, zabawimy się
-Weź się odwal
-Nie bądź taka niedostępna
-Powiem jeszcze raz: odwal się
-Chodź-położył ręką na moje udo
-Wal się-powiedziałam wstając i jednocześnie zrzucając jego dłoń. Ten wstał za mną i objął  od tyłu. Było mi wtedy dobrze. Z resztą nic nie tracę.-Dobra idziemy do ciebie, ale tylko lepiej się poznamy okay.?
-Jak sobie piękna życzysz- nie szliśmy długo. Weszliśmy do olbrzymiej willi. Udaliśmy się na górę. On od razu rzucił na łóżko i zaczął natarczywie całować.
-Chyba coś mi obiecałeś
-Oj przestań nic się nie stanie jak trochę powymieniamy ślinę kotku.
-Z resztą masz rację.-znowu zaczęliśmy się całować, ale tym razem odwzajemniłam pocałunek. Tak jak go prosiłam do niczego nie doszło. Całowaliśmy się długo. I to bardzo. Później on położył się obok mnie i przyciągnął do siebie. Czułam jego oddech na moim karku. Oddawał na nim delikatne pocałunki. Po nie wiem 15 min może zasnął. Ja też postanowiłam się zdrzemnąć. Niestety co chwilę się budziłam.
Coś o mnie:

Opowiadanie prowadzone czasami jak pamiętnik.!
Myślę, że nie zanudzę za bardzo jak coś opowiem o sobie. Więc tak: Jestem Agnieszka. Jak już mogliście zauważyć mam mocno rude włosy i niebieskie oczka. Mam 16 lat. Od śmierci mamy jestem zamkniętą w sobie osobą. Tata znalazł sobie jakąś nową. Nie przepadam za nią, ani jej córką. Przez nie ,spadłam, że tak powiem na drugi plan. Jest mi z tego powodu bardzo przykro. Jestem jego rodzoną córką, a on nie zwraca na mnie uwagi.
Od dziecka ćwiczę gimnastykę. Muszę przyznać, że jestem w tym dobra.