czwartek, 6 grudnia 2012


Rozdział I
Jak zwykle wracałam z Sali gimnastycznej po udanym treningu. O dziwo miałam dobry humor, ale nie wiedziałam jeszcze co mnie w domu czeka.
-Aha.!- zawołam tata
-Tak?-spytałam przerażona
-Nie chcemy cię już tu. Musisz wyjechać. W Londynie kupiłem ci dom. Twoje wszystkie ubrania i rzeczy już tam są. Za 2 godziny, szkoda, że tak późno masz samolot.
-Ze co proszę?-zapytałam, bo nie wierzyłam w to co powiedział mój ojciec. Własny ojciec.
-To co słyszałaś. Nie chcę cię już widzieć. Mam nowe życie.-nic mu odpowiedziałam tylko zaczęłam płakać. Ten człowiek, bo już go ojcem nie nazwę siłą wpakował mnie do auta i ruszył na lotnisko. Było mi już wszystko jedno. Siadałam do samolotu i tępo wpatrywałam się w chmury. Żadne słowa nie opiszą jak się wtedy czułam. Jak własny ojciec mógł zostawić swoje dziecko.? I to jeszcze niepełnoletnie. Podróż minęła szybko. Taksówka zawiozła mnie pod mój nowy dom. Był ogromny. Gdy weszłam w oczy rzuciło mi się to, że wszystko jest już poukładane i w ogóle. Postanowiłam nie użalać się nad sobą i zdecydowałam się, że pójdę dziś do klubu. Ubrałam się najładniej jak umiałam i wyszłam z domu, bo było już grubo po 21. Ochroniarz nawet nie zapytał się ile mam lat, tylko mnie wpuścił. Może dlatego, że byłam tak wyzywająco ubrana i mogło to ściągnąć więcej gości, czyli więcej kasy. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to poszłam w stronę baru. Zamówiłam sobie słabego drinka i powoli go zaczęłam pić. Po chwili dosiadł się do mnie jakiś chłopak z lokami na głowie. Widać był nieźle wstawiony bo cały czas mamrotał coś
-Chodź śliczna do mnie do domu, zabawimy się
-Weź się odwal
-Nie bądź taka niedostępna
-Powiem jeszcze raz: odwal się
-Chodź-położył ręką na moje udo
-Wal się-powiedziałam wstając i jednocześnie zrzucając jego dłoń. Ten wstał za mną i objął  od tyłu. Było mi wtedy dobrze. Z resztą nic nie tracę.-Dobra idziemy do ciebie, ale tylko lepiej się poznamy okay.?
-Jak sobie piękna życzysz- nie szliśmy długo. Weszliśmy do olbrzymiej willi. Udaliśmy się na górę. On od razu rzucił na łóżko i zaczął natarczywie całować.
-Chyba coś mi obiecałeś
-Oj przestań nic się nie stanie jak trochę powymieniamy ślinę kotku.
-Z resztą masz rację.-znowu zaczęliśmy się całować, ale tym razem odwzajemniłam pocałunek. Tak jak go prosiłam do niczego nie doszło. Całowaliśmy się długo. I to bardzo. Później on położył się obok mnie i przyciągnął do siebie. Czułam jego oddech na moim karku. Oddawał na nim delikatne pocałunki. Po nie wiem 15 min może zasnął. Ja też postanowiłam się zdrzemnąć. Niestety co chwilę się budziłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz