piątek, 14 grudnia 2012

Drugie opowiadanie Niall:

Z dnia na dzień patrzyłam jak Jess  jest coraz słabsza. Najgorsze były dwie świadomości: że niedługo stracę najważniejszą osobę w moim życiu i nie mogę nic z tym zrobić. Od kiedy wykryto u niej chorobę odstępuję jej na krok. Co ja zrobię jak jej zabraknie. Jedno wiem na pewno, gdy już odejdzie weźmie ogromny kawałek mojego serca ze sobą.
Siedziałam na kanapie obok jej łóżka w szpitalu, gdzie spędziła ostatnie 2 miesiące. Od czasu do czasu zerkam na jej twarz. Biedaczka jest taka blada. To już nie ta sama dziewczyna co kiedyś. Stara się ukryć ból, ale ja wiem jak bardzo cierpi. Od czasu posyła mi sztuczne, wymuszony uśmiechy. Pomimo tego, że jest blada nadal jest prześliczna.
-Emi mam do ciebie sprawę- powiedziała, że ledwo ją usłyszałam
-Tak słonko?
-Obiecaj mi, że będziesz żyć dalej jak mnie już nie będzie
-Nic już nie będzie takie samo
-Obiecaj mi to. Ale pamiętaj zawsze będę obok ciebie, gdy będziesz tego potrzebować.
-Czemu mi to teraz mówisz-spytałam, a serce mi przyśpieszało coraz bardziej.
-Kocham cię i zawsze będę jak siostrę- powiedziała ściszającym się głosem
-Ja ciebie też kochana- nagle usłyszałam pisk, który wydała maszyna przyczepiona do jej drobnego ciała. Serce podskoczyło mi do gardła- Nie Jess nie, nie zostawiaj mnie. Proszę!- darłam się jak głupia.-Jess. Nie, nie Jess. Proszę.! Nie- do Sali wbiegli lekarze. Kazali mi wyjść. Przez okno do Sali widziałam jak ją reanimują. Widziałam, że nic to nie dało. Płakałam jak głupia. Aż się dławiłam. Nie mogłam stracić najważniejszej osoby w życiu, która była ze mną od zawsze. Może zdarzały się małe sprzeczki, ale one nic nie znaczyły. Z Sali wyszedł lekarz
-Co z nią?-ledwo zapytałam
-Przykro mi bardzo
-Nie, nie, nie nie!! Nie.! To nie może być prawda.! Nie!-darłam się ciągnąc za włosy, waląc pięścią w ściany. Upadłam na kolana.-Nie Jess. Czemu?! Czemu zawsze ja muszę mieć takiego pecha?! Weszłam s powrotem do sali. Dotknęłam jej ręki. Była zimna, usta były sine, a oczy miała zamknięte. Ostatni raz ją przytuliłam: Zawszę będziesz dla mnie jak siostra. Nikt mi cię nie zastąpi nigdy!- Wróciłam do domu. Wszystko mi ją przypominało. Nie wytrzymałam i wybuchałam wielkim płaczem. Życie jednak jest niesprawiedliwe. Wpadł mi do głowy pomysł.
-Mamo, a dom babci jeszcze jest w Londynie?
-Tak, a co się stało.?
-Mogę tam zamieszkać? Tu wszystko mi przypomina Jess.
-Oczywiście kochanie.- jeszcze tego samego dnia spakowałam rzeczy, zostawiając tylko parę ciuchów.
                                                                                    3 dni później.
Wstałam w bardzo złym humorze.  To właśnie dziś jest najgorszy dzień: pogrzeb Jess.  Najpierw była msza, na której cały czas ryczałam gdy tylko spojrzałam się na trumnę. Podczas spuszczania jej na chwilę zemdlałam. To wszystko ponad moje siły. Po pogrzebie poszłam na małe spotkanie zw. stypą.  Po wszystkim od razu się przebrałam i pojechałam na lotnisko. O tyle dobrze, że moje wszystkie rzeczy już były w Londynie. Cały lot tępo wpatrywałam się w niebo, myśląc o Jess. Z pewnością teraz już jej było tam dobrze. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Śniła mi się Jess. Mówiła mi, że niedługo spotkam tego jedynego i żebym się o nią nie martwiła, bo tam jest cudownie. Jakoś mnie to uspokoiło. Dobrze, że dom babci był blisko lotniska. Od zawsze lubiłam to miejsce. Było tam tak przytulnie. Po kąpieli ułożyłam się wygodnie w łóżku, zastanawiając się o co chodziło Jess w moim śnie. Co miało znaczyć, że niedługo spotkam tego jedynego.  Wiem jedno, to wszystko jest dla mnie za trudne.
Co by tu fajnego porobić, bo chyba o 19 spać nie pójdę, no bez przesady. Dobra film sobie obejrzę.  Byłam zaciekawiona, jaka jest ta nowa część zmierzchu, więc właśnie ten film włączyłam sobie. Też bym chciała takie cudownego chłopaka jakiego ma Bella. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam na tym filmie. Byłam nieźle zmęczona.
Rano obudziłam się około 9. Zjadłam małe śniadanko i postanowiłam poznać nowych sąsiadów. Dom był o wiele większy od mojego. Drzwi otworzył mi jakiś brunet
-W czym mogę pomóc ślicznej pani?-zapytał
-Dzień Dobry. Jestem nową sąsiadką.
-Ej chłopaki mamy nową ŁADNĄ sąsiadkę- krzycząc podkreślił słowa ładną. Zaprosił mnie do środka. Zaprowadził jak mniemam do salonu. Zaraz po tym do pokoju weszło 4. innych chłopaków. Od razu w oko wpadł mi uroczy niebieskooki blondynek.
-No Zayn miałeś rację, naprawdę ładną
-Cześć, jestem Emilia, ale możecie mówić Emi.
-A więc Emi, ja jestem Zayn, to jest Liam, tam stoi Louis, z telefonem w ręku to Harry, a z chipsami to Niall.
-Jak już wspomniałam jestem waszą nową sąsiadką. Mam nadzieję, że mnie polubicie.- uśmiechnęłam się uroczo
-Już cię lubimy- odezwał się blondynek, na co posłałam mu promienny uśmiech, ale przypomniała mi się Jess i szeroki uśmiech od razu zszedł z mojej twarzy. Oczy się zaszkliły, lecz od razu wróciłam do siebie. Nagle do salonu weszła naprawdę śliczna blondynka. Podeszłam do Harrego i złożyła czuły pocałunek na jego ustach. Od razu doszłam do wniosku, że to jego dziewczyna
-Cześć, jestem Vanessa, dziewczyna Harrego- przywitała się ze mną- Siema chłopaki
-Cześć, Emilia jestem, nowa sąsiadka chłopaków.
-Jak chcesz możemy zostać koleżankami- zaskoczyła mnie tym pytaniem. Z resztą co mi szkodzi, Jess chciała, bym żyła dalej.
-Jasne, że tak.- posłałam jej promienny uśmiech.
-Co wy na to, żebyśmy wypili parę piw, albo w coś pograli?-zapytał Zayn. Wszyscy po odpowiedzieli pozytywnie, ale ja się nie odzywałam-A ty zgadzasz się?- zwrócił się do mnie
-Myślałam, ze do mnie nie mówisz, no bo wiesz nie znamy się i raczej nie mam tu nic do gadania.
-Oj głuptasie, od dziś jesteś naszą znajomą i masz
-W takim  razie jestem za.- przynieśli 14 piw. Każdy dostał po dwa, ale ja oddałam swoje Zaynowi, bo chciałam tylko jedno, a on się zgłosił jako jedyny po nie.  Po nich „impreza” się rozkręciła. Postanowiliśmy zagrać w butelkę. Zasad było parę: nie można zadawać bardzo zboczonych rzeczy, nie wykonasz zadania ściągasz jakieś ubranie, zadania, pytania i odpowiedzi zachowujemy tylko dla siebie. Najpierw kręcił Zayn, wypadło na Harrego
-Pocałuj najczulej jak tylko potrafisz swoją dziewczynę- bez wahania to zrobił. Harry wykręcił mnie
-Pytanie, czy zadanie- zapytał
-Zadanie- trochę obawiałam się co wymyśli
-Zrób coś, by Niallowi stanął- byłam w szoku
-Zero problemu.- podeszłam do Nialla, widać był zdezorientowany całą sytuacją. Szepnęłam mu moje magiczne słowa do ucha, a w jego spodniach był namiot. –Mówiła zero problemu
-Niezła jesteś- pochwalił mnie Zayn
-Ma się wprawę- powiedziałam z uśmiechem
-Uuuuuu, a w łóżku też jesteś taka dobra- pytanie znowu padło z ust Zayna
-Naprawdę chcesz wiedzieć?- uśmiechnęłam się cwaniacko
-Rzecz jasna-podeszłam do niego, moją twarz i jego dzieliły może 2 cm
-W snach- i odsunęłam się. Wszyscy wpadli w niepochamowany śmiech, jedynie on siedział zawiedziony. Teraz ja kręciłam. Wypadło na Louisa- Zrób coś szalonego.-wyszedł na dwór i krzyknął: ”Jestem zarąbisty” wszyscy zaczęli się śmiać. Potem kręcił Louis wypadło jak na złość na mnie.
-Ściągnij z siebie tą obcisłą bluzeczkę, na pewno ci gorąco w niej.- powiedział z wielkim smilem
-Uwierz nie jest- powiedziałam ściągając bluzkę.
-Uuuuuu, ale ciało- podziwiał mnie Zayn
-Dobra, nie podniecaj się tak, bo się napalisz kotku
-A żebyś wiedziała słońce-wszyscy ponownie wpadli w śmiech.
-Już pójdę- powiedziałam ubierając bluzkę
-Nie zostań, możesz spać ze mną- odezwał się Zayn
-Z tobą? Jeszcze mnie zgwałcisz.
-Możliwe, nie mogę ci się oprzeć.
-Będziesz musiał.
-Dość.!- krzyknął Niall
-Przepraszam- odezwała się cicho
-To nie ty, tylko Zayn, dziewczyny nie lubią nachalnych facetów
-Skąd możesz to wiedzieć, nie miałeś dziewczyny od czasów x- faktora
-Przynajmniej nie mam innej co noc.
-Nie wiesz jaką to radochę sprawia.
-Ona też będzie tylko na dziś?
-Możliwe
-Dość. Ja znikam z waszego życia, bo tylko się kłócicie.,
-Nie czekaj- krzyknął Niall
-Co?
-Chodź do mnie, nic ci nie zrobię- myślałam chwilę co mu odpowiedzieć
-Dobra- uśmiechnęłam się
-Dziwka- krzyknął do mnie Zayn
-Dupek- powiedziałam i dałam mu z liścia. Chwycił się za miejsce, w które mu przyłożyłam- To, że jestem dziewczyną nie znaczy, że nie umiem ci przyłożyć-Niall zabrał mnie do swojego pokoju. Dał mi swoją koszulkę, a ja udałam się do łazienki. Po 10 min wróciłam, potem on do niej poszedł. Ułożyłam się w jego łóżku. Jak ono przyjemnie pachniało. Gdy wrócił przytulił mnie do siebie. Nie wiem czemu, ale odwzajemniałam uścisk i zasnęłam w jego ramionach.
Rano obudziły mnie promyki słońca. Blondyn jeszcze spał. Cichutko wyszłam z łóżka, przebrałam się i na karteczce napisałam mu mój numer i wyszłam do domu.
Czemu się tak wczoraj zachowałam? Nie mam pojęcia. Chyba się w Niallu zakochałam. Nieee.! Znam go zaledwie dzień. Ale przecież miłość nie zna granic.
                                                                              Tydzień później
Przez cały tydzień z Niallem pisałam jedynie SMS-y. Dziś po raz pierwszy od tygodnia mamy się spotkać w parku. Sam mnie zaprosił. Dochodziła 13:30, więc zaczęłam się ubierać, bo miał przyjść po mnie o 14. Zrobiłam lekki makijaż i czekałam na Niall. Równo o 14 zadzwonił do moich drzwi. Poszliśmy w stronę parku. Widać czymś się stresował. Nie był sobą.
-Nie wytrzymam już dłużej. Muszę ci to powiedzieć.
-Też ci coś powiem, ale ty pierwszy
-Kocham cię- powiedział po pewnej chwili
-Nie wierzę. Pierwszy raz się nie zbłaźnię
-Czyli?
-Też cię kocham Niall- lekko pocałował moje usta
-To znaczy, że mogę cię nazwać moją dziewczyną?
-Na to liczę- posłałam mu uroczy uśmiech
-Od 2. i pół roku czekałam na tą właściwą dziewczyną i wreszcie ją znalazłam. Razem z chłopakami robimy dziś imprezę wpadniesz?
-Dla ciebie wszystko.
-Nie wiesz jak się cieszę- pocałował mnie i odprowadził. Przy moim domie jeszcze raz pocałował, ale czulej. W domu od razu zaczęłam się szykować. Ubrałam coś bardziej odpowiedniego na imprezę, poprawiłam makijaż na mocniejszy i można było powiedzieć, że byłam gotowa. Na imprezie było już pełno ludzi. W tłumie dostrzegłam Nialla. Podeszłam do niego, on czule mnie pocałował. 2 godziny później wszyscy byli napicie w trzy dupy. Postanowiłam nie pić. Czyjeś dłonie na biodrach. Myślałam, że to Niall, odwróciłam się, a tu Zayn! Chwycił mnie za rękę, na górę. Wprowadził do swojego pokoju. Zamknął drzwi na klucz i rzucił na łóżko. Obawiałam się najgorszego. Usta zakleił mi. Zaczął rozbierać, próbowałam mu się wyrwać, ale to nic nie dało, przez alkohol dostał niesamowitej siły. Normalnie w świecie zgwałcił mnie. Później od tak sobie zasnął. Zdjęłam taśmę ubrałam się i szybko wybiegłam z domu. Na schodach spotkałam Niall, który najwyraźniej mnie szukał. Pocałował i na szyję założył piękny złoty naszyjnik. Podziękowałam mu i także pocałowałam i poszłam do domu. Nie mogłam zasnąć, bo ciągle męczył mnie ten sam koszmar. Jak on mógł tak postąpić. Nie mogę ich ze sobą skłócić. Muszę na jakiś czas wyjechać do Polski do domu. Niech zapomni o mnie. Nie, nie mogę. Mówił mi, że od x-faktora czekał na tą jedyną, ale nie mogę rozbić ich zespołu. Spakowałam wszystkie rzecz. Taksówką ruszyłam na lotnisko. Tam okazało się, że najbliższy lot do Polski jest za godzinę. Kupiłam bilet i powoli poszłam na odprawę. W samolocie byłam pół godziny przed wylotem napisałam do Niall: „ Wybacz mi, tak będzie lepiej. Wiec, że kocham cię bezgranicznie, ale nie chcę rozbić waszego zespołu. Zapomnij o mnie. Ja tego nie zrobię, bo byłeś moim pierwszym prawdziwym chłopakiem. Przy tobie się zmieniłam, na lepsze. Poczułam co to miłość. Dobra, nie rozczulam się. Jeśli pozwolisz zatrzymam sobie naszyjnik. Będzie mi ciebie przypominał. Kocham Cię bardzo, twoja, lub nie twoja Emilia ;* xoxo. KOCHAM CIĘ BARDZO. PRZEPRASZAM” nacisnęłam wyślij. Łzy, gdy to pisałam leciały strumieniami. Tak będzie dla nich lepiej. Lot minął mi obojętnie. Cały czas płakałam.
Rodzice byli zaskoczeni jej  przyjazdem, ale nic nie powiedzieli. Ona zamknęła się w sobie. Cały czas myślała o Niallu. Wyjechała, bo musiała, wyjechała, bo nie chciała zniszczyć ich relacji, wyjechała, chociaż kochała go całą duszą i sercem. Zmieniła się bardzo, przefarbowała włosy na brąz, zmieniła swój charakter. Jedynie jedna rzecz została taka sama. Mianowicie  uczucie jakim darzyła go. Codziennie nosiła naszyjnik od niego. Dbała o niego jak o najcenniejszy skarb na świecie. Mówiła do niego jak bardzo go kocha.
Najlepsi psychologowie do niej nie dotarli, nie wydobyli z niej informacji. Ona cały czas kryła je w sobie. Bolało ją to bardzo. Chociaż minęły już 2 lata ona pamięta to wszystko, ten ból jakby było wczoraj. Uznała, że już czas i ponownie wyjechała do Londynu.
W domu byłam o 13. Było lato, więc ubrałam na siebie strój kąpielowy i poszłam do ogrodu. W ogrodzie naprzeciw byli chłopcy i wszystkie wspomnienia ponownie wróciły. Do ręki chwyciłam naszyjnik i zaczęłam płakać, czyli to co robię codziennie. Przepłakałam całe dwa lata. Ogólnie zmieniałam się. Nagle do płatu podszedł winowajca
-Cześć. Jestem Zayn
-Spieprzaj dupku, nie chcę cię znać. To wszystko przez ciebie wszystko. Czemu? Czemu zniszczyłeś mi do cholery życie? Bo miałeś taki kaprys. Nienawidzę cię.!- krzyczałam. Wszyscy na mnie patrzyli. On stał zdezorientowany
-O ci chodzi. Chcę być miły, a ty na mnie wyjeżdżasz. Co ci? Idź do psychologa.
-Mnie oni już nie pomogą, za dużo przez ciebie wycierpiałam.
-Oświecisz mnie ?- puściłam mój naszyjnik i usiadłam na ziemi.
-Czekajcie chłopaki, ona mi kogoś przypomina- zaczął Louis. Nic się nie odzywałam, tylko płakałam, jak zawsze w nocy w poduszkę. –Podejdź tu tylko- zrobiłam o co poprosił- Niall chodź tu- blondynek zjawił się przede mną. Dopiero po chwili zorientowałam się, że Lou pokazuje mu mój naszyjnik.
-To ty. Wróciłaś.- jego oczy się zaszkliły. Nie umiałam mu odpowiedzieć, zbyt bardzo płakałam. Przeskoczył płot. Przytulił mnie do siebie mocno. Znów poczułam się taka wyjątkowa. Pusta w moim sercu nagle wypełniła się. Pierwszy raz od dwóch lat uśmiechnęłam się. Tak za tym tęskniłam. Zaprosiłam go do środka. Usiadłam w kuchni na krześle i znowu zaczęłam płakać. Podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
-Czemu wtedy mnie zostawiłaś?
-Musiałam. Od tego prawdopodobnie zależał wasz zespół.
-Czyli.?
-No, bo… pamiętasz ten dzień kiedy dałeś mi naszyjnik?
-No jasne
-No to wtedy wracałam z góry. No bo byłam u Zayna
-Rozumiem zdradziłaś wtedy mnie
-Nie do końca.
-A jak?- zapytał wkurzony, ale smutny
-No, bo Zayn… on mnie zgwałcił-ostatnie słowo powiedziałam ledwo słyszalnie.
-Że co? Zabiję go!
-Nie.!- podbiegłam do niego.-Już jest okay. Obiecaj, że nic nie zrobisz.! Kochasz mnie jeszcze?
-Ty się jeszcze pytasz. Czekałam na ciebie, z nadzieją, że wrócisz i miałem rację. Kocham cię jak nikogo innego.! Słyszysz to.! Zawsze będę cię kochał.
-Też cię kocham.- pocałowałam go namiętnie.-Chcę to zrobić. Chcę to zrobić właśnie z tobą
-Jesteś tego pewna?
-Na 200%
-Dobrze.- rozebrał mnie, a ja jego. Robił to tak delikatnie. Czułam się tak cudownie. Został u mnie na noc. Zrobiliśmy to jeszcze parę razy.
                                                                       4 miesiące później
Jestem w 4 miesiącu ciąży. Mina Nialla była bezcenna, gdy mu powiedziałam. Był taki szczęśliwy. Już nam całkiem, całkiem brzuszek. Za tydzień są święta. Jestem zaproszona do rodziców Niall. Właśnie staliśmy pod domem jego rodziców.
-Dzień Dobry- odezwałam się cicho. Jego matka zmierzyła mnie wzrokiem, patrząc spod byka.
-A kto to.?-spytała swojego syna
-Moja narzeczona Emilia- aha tak zapomniałam jestem jego narzeczoną
-Dałeś się tak nabrać tej dziwce?
-Co?-zapytał
-Naciągnęła cię na dziecko, a ty głupi jej się oświadczyłeś
-My się kochamy prawda?-zwrócił się do mnie
-Święta prawda- odpowiedziałam cicho
-Nie przychodź potem do mnie, że popełniłeś błąd.
-Nie bój się, nie przyjdę
-Dobra, wiedzę, że sprawiam problem. Pojadę do domu.
-Droga otwarta- powiedziała otwierając mi drzwi.
-Nie ona nigdzie nie idzie.
-Nie lubię jej, dlatego nie chcę jej w tym domu.
-Dobrze już idę. Szybko złapałam taksówkę i pojechałam do domu. Tam nastroiłam sobie choinkę. Była piękna. Tylko cały czas zastanawiał mnie fakt, czemu Niall tak pozwolił mi iść. Nie wiem. Może uwierzył w to co matka mu powiedziała. Nie chcę nawet o tym myśleć. Bez niego życie nie miało by sensu.
                                                                              Tydzień później
Niall się do mnie nie odezwał. Byłam już prawie pewna, że to koniec. Dziś wigilia. Spędzę ją sama. Poprawka, nie sama, tylko z moją jeszcze nie narodzoną córeczką. Muszę się przyzwyczajać do tego. Ugotowałam wigilijną kolację i siadłam do stołu. Zjadłam w ciszy. Nawet sama do siebie nie gadałam, co na marginesie często mi się zdarza. Później spod choinki wzięłam prezent, który sama sobie kupiłam i rozpakowałam go. Była to srebrna bransoletka z moim imieniem. Później znów zwątpiona poszłam spać
                                                                        Kolejny tydzień później
To już piąty miesiąc. Niall nie odezwał się do mnie. Nowy rok, jednak spędzę sama. Rozumiem, że chce pobyć z rodzicami, ale mógł chociaż napisać. Postanowiłam ja to zrobić: „ Niall kochanie odezwij się. Martwię się o Ciebie”. Po chwili dostałam odpowiedź: „ Nie zbliżaj się do mojego syna idiotko. On już cię nie kocha. Sam mi to mówił. On boi ci się to powiedzieć i dlatego się nie odzywa. Ma już inną. Znikaj z jego życia szmato”. Rozpłakałam się. Czyli jednak to był koniec. Jak on tak mógł. Był miłością mojego życia. Zawsze będzie. Co ja teraz sama zrobię. Nie mam po co żyć. Nie, mam po co żyć. Dla mojej córeczki, której w prawdzie jeszcze nie ma na świecie, ale za 4 miesiące już będzie. Jedyna myśl, która trzymała mnie przy życiu. Znów tak cierpiałam. Znów ta pustka, co dwa i pół roku temu. Czemu? Czemu mi się to przytrafia? Wiedział, że go tak kocham.
Za 10  min jest dwunasta i nowy rok 2013. Siedziałam na kanapie głaszcząc mój brzuszek. Cały czas gadałam do małej, że ją kocham. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło się odliczanie 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1 i … nowy rok. Oby był lepszy niż już poprzedni. Jeszcze minutę temu mogłam powiedzieć, że ten rok, ale teraz już przeszły. Zamiast szampana wypiłam sok. Wyszłam na dwór pooglądać fajerwerki. Na podjeździe chłopców stał samochód Nialla. Czyli jest w domu. Czemu? Czemu on mnie musi tak ranić.? Wróciłam do pokoju. Wygodnie ułożyłam się na łóżku i zasnęłam.
                                                                        4 miesiące później
Już przyzwyczaiłam  się do tego, że Nialla nie ma. Tym razem staram się być silna. Już niedługo, bo dzisiaj jest 9. miesiąc na dniach moja kruszynka przyjdzie na świat.
Poczułam śliny ból w dolnej części brzucha. Wiedziałam, że już się zaczyna. Zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechali po 10 min. Zabrali mnie do szpitala. Leżałam na porodówce. Nagle uświadomiłam sobie, że to już koniec, że umrę
-Proszę zadzwonić do Nialla Horana i powiedzieć, żeby przyjechał, aha i, że go kocham nad życie.
-Po co.?
-Ja wiem, że mój czas się kończy. Proszę zrobić o co proszę.-lekarz przyniósł dyktafon, a ja powtórzyłam : Kocham Cię Niall, zajmij się nią, tylko o to proszę.” Po tym  zaczęłam rodzic. Był to potworny ból. Nagle usłyszałam płacz dziecka, uśmiechnęłam się i spokojnie zamknęłam oczy. Widziałam swoje ciało z góry, widziałam jak reanimują. Nagle do Sali wbiegł Niall. Czyli jednak przyjechał. Lekarz oznajmił mu, że umarłam, a on rozpłakał się. Później przesłuchał wiadomość jaką mu kazałam przekazać. Usiadł przy mnie i zaczął mówić do martwego ciała.: To moja wina. Dlaczego posłuchałem moją matkę. Gdy tego nie zrobił, byłabyś ze mną. Nie masz pojęcia jak cię kocham.” Cały czas płakał. Lekarz przyniósł mu mała, a on miał ją nazwać. Bez wahania wybrał imię Emily. Moje imię. Jakie to słodkie było. Po tygodniu zabrał ją do domu. W tym czasie też odbył się mój pogrzeb. Dziwnie tak patrzeć jak zakopuję twoje ciało.
                                                                              Niall
Przywiozłem małą Emily do domu. Czemu to wszystko musi być takie trudne? Odeszła najdroższa mi osoba. Jak ja wtedy mogłem posłuchać moją mamę? Jestem po prostu głupi. Położyłem małą do łóżeczka i byłem z nią aż zasnęła. Była taka słodka. Wszystko miała po mnie, jedynie po Emi miała oczka. Ciemnoniebieskie piękne oczka. Widziałem w nich to co u Emi. Można było odczytać uczucia. Widać mała była smutna. Nie dziwię się jej straciła matkę, ale ja jej nigdy nie zostawię! Tylko to maleństwo mi po niej zostało. 
                                                          14 lat później Emily
Muszę zapytać taty co się stało z mamą. Zawsze unikał tego tematu. Ale mam prawo wiedzieć gdzie jest moja matka. Jak się nazywała, jak wyglądała, jaki charakter miała.
-Tato?
-Co się stało kochanie?
-Proszę powiedz mi co się stało z mamą
-To dla mnie trudny temat.
-Proszę. Mam prawo wiedzieć gdzie jest moja matka
-Dobrze. Twoja matka jest w niebie. Nie masz jej. Umarła zaraz po porodzie. Pamiętam to jak dziś. Zostawiłem ją za prośbą mojej mamy. Nie znosiła jej, ja wręcz przeciwnie. Kochałem ją nad życie. Niestety byłem za głupi. Leżałem sobie na łóżku, kiedy zadzwonili, ze szpitala, że się urodziłaś. Od razu tam pojechałem. Tam dowiedziałem się, że Emilia zmarła
-Moja matka Emilia się nazywała?
-Tak, dlatego ty Emily się nazywasz.
-Przepraszam, że zapytałam
-Nie, nic się nie stało, masz prawo wiedzieć coś o swojej mamie.
-Kocham cię tato
-Też cię kocham.
                                                                                    The End

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz