Z dnia na
dzień patrzyłam jak Jess jest coraz
słabsza. Najgorsze były dwie świadomości: że niedługo stracę najważniejszą
osobę w moim życiu i nie mogę nic z tym zrobić. Od kiedy wykryto u niej chorobę
odstępuję jej na krok. Co ja zrobię jak jej zabraknie. Jedno wiem na pewno, gdy
już odejdzie weźmie ogromny kawałek mojego serca ze sobą.
Siedziałam
na kanapie obok jej łóżka w szpitalu, gdzie spędziła ostatnie 2 miesiące. Od
czasu do czasu zerkam na jej twarz. Biedaczka jest taka blada. To już nie ta
sama dziewczyna co kiedyś. Stara się ukryć ból, ale ja wiem jak bardzo cierpi.
Od czasu posyła mi sztuczne, wymuszony uśmiechy. Pomimo tego, że jest blada
nadal jest prześliczna.
-Emi mam do
ciebie sprawę- powiedziała, że ledwo ją usłyszałam
-Tak słonko?
-Obiecaj mi,
że będziesz żyć dalej jak mnie już nie będzie
-Nic już nie
będzie takie samo
-Obiecaj mi
to. Ale pamiętaj zawsze będę obok ciebie, gdy będziesz tego potrzebować.
-Czemu mi to
teraz mówisz-spytałam, a serce mi przyśpieszało coraz bardziej.
-Kocham cię
i zawsze będę jak siostrę- powiedziała ściszającym się głosem
-Ja ciebie
też kochana- nagle usłyszałam pisk, który wydała maszyna przyczepiona do jej
drobnego ciała. Serce podskoczyło mi do gardła- Nie Jess nie, nie zostawiaj
mnie. Proszę!- darłam się jak głupia.-Jess. Nie, nie Jess. Proszę.! Nie- do
Sali wbiegli lekarze. Kazali mi wyjść. Przez okno do Sali widziałam jak ją
reanimują. Widziałam, że nic to nie dało. Płakałam jak głupia. Aż się dławiłam.
Nie mogłam stracić najważniejszej osoby w życiu, która była ze mną od zawsze.
Może zdarzały się małe sprzeczki, ale one nic nie znaczyły. Z Sali wyszedł
lekarz
-Co z
nią?-ledwo zapytałam
-Przykro mi
bardzo
-Nie, nie,
nie nie!! Nie.! To nie może być prawda.! Nie!-darłam się ciągnąc za włosy,
waląc pięścią w ściany. Upadłam na kolana.-Nie Jess. Czemu?! Czemu zawsze ja
muszę mieć takiego pecha?! Weszłam s powrotem do sali. Dotknęłam jej ręki. Była
zimna, usta były sine, a oczy miała zamknięte. Ostatni raz ją przytuliłam:
Zawszę będziesz dla mnie jak siostra. Nikt mi cię nie zastąpi nigdy!- Wróciłam
do domu. Wszystko mi ją przypominało. Nie wytrzymałam i wybuchałam wielkim
płaczem. Życie jednak jest niesprawiedliwe. Wpadł mi do głowy pomysł.
-Mamo, a dom
babci jeszcze jest w Londynie?
-Tak, a co
się stało.?
-Mogę tam
zamieszkać? Tu wszystko mi przypomina Jess.
-Oczywiście
kochanie.- jeszcze tego samego dnia spakowałam rzeczy, zostawiając tylko parę
ciuchów.
3 dni później.
Wstałam w
bardzo złym humorze. To właśnie dziś
jest najgorszy dzień: pogrzeb Jess.
Najpierw była msza, na której cały czas ryczałam gdy tylko spojrzałam
się na trumnę. Podczas spuszczania jej na chwilę zemdlałam. To wszystko ponad
moje siły. Po pogrzebie poszłam na małe spotkanie zw. stypą. Po wszystkim od razu się przebrałam i
pojechałam na lotnisko. O tyle dobrze, że moje wszystkie rzeczy już były w
Londynie. Cały lot tępo wpatrywałam się w niebo, myśląc o Jess. Z pewnością
teraz już jej było tam dobrze. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Śniła mi się
Jess. Mówiła mi, że niedługo spotkam tego jedynego i żebym się o nią nie
martwiła, bo tam jest cudownie. Jakoś mnie to uspokoiło. Dobrze, że dom babci
był blisko lotniska. Od zawsze lubiłam to miejsce. Było tam tak przytulnie. Po
kąpieli ułożyłam się wygodnie w łóżku, zastanawiając się o co chodziło Jess w
moim śnie. Co miało znaczyć, że niedługo spotkam tego jedynego. Wiem jedno, to wszystko jest dla mnie za
trudne.
Co by tu fajnego porobić, bo chyba o 19 spać nie
pójdę, no bez przesady. Dobra film sobie obejrzę. Byłam zaciekawiona, jaka jest ta nowa część
zmierzchu, więc właśnie ten film włączyłam sobie. Też bym chciała takie
cudownego chłopaka jakiego ma Bella. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam na tym
filmie. Byłam nieźle zmęczona.
Rano obudziłam
się około 9. Zjadłam małe śniadanko i postanowiłam poznać nowych sąsiadów. Dom
był o wiele większy od mojego. Drzwi otworzył mi jakiś brunet
-W czym mogę
pomóc ślicznej pani?-zapytał
-Dzień
Dobry. Jestem nową sąsiadką.
-Ej chłopaki mamy nową ŁADNĄ sąsiadkę- krzycząc
podkreślił słowa ładną. Zaprosił mnie do środka. Zaprowadził jak mniemam do
salonu. Zaraz po tym do pokoju weszło 4. innych chłopaków. Od razu w oko wpadł
mi uroczy niebieskooki blondynek.
-No Zayn
miałeś rację, naprawdę ładną
-Cześć,
jestem Emilia, ale możecie mówić Emi.
-A więc Emi,
ja jestem Zayn, to jest Liam, tam stoi Louis, z telefonem w ręku to Harry, a z
chipsami to Niall.
-Jak już
wspomniałam jestem waszą nową sąsiadką. Mam nadzieję, że mnie polubicie.-
uśmiechnęłam się uroczo
-Już cię
lubimy- odezwał się blondynek, na co posłałam mu promienny uśmiech, ale
przypomniała mi się Jess i szeroki uśmiech od razu zszedł z mojej twarzy. Oczy
się zaszkliły, lecz od razu wróciłam do siebie. Nagle do salonu weszła naprawdę
śliczna blondynka. Podeszłam do Harrego i złożyła czuły pocałunek na jego
ustach. Od razu doszłam do wniosku, że to jego dziewczyna
-Cześć,
jestem Vanessa, dziewczyna Harrego- przywitała się ze mną- Siema chłopaki
-Cześć,
Emilia jestem, nowa sąsiadka chłopaków.
-Jak chcesz
możemy zostać koleżankami- zaskoczyła mnie tym pytaniem. Z resztą co mi
szkodzi, Jess chciała, bym żyła dalej.
-Jasne, że
tak.- posłałam jej promienny uśmiech.
-Co wy na
to, żebyśmy wypili parę piw, albo w coś pograli?-zapytał Zayn. Wszyscy po
odpowiedzieli pozytywnie, ale ja się nie odzywałam-A ty zgadzasz się?- zwrócił
się do mnie
-Myślałam,
ze do mnie nie mówisz, no bo wiesz nie znamy się i raczej nie mam tu nic do
gadania.
-Oj
głuptasie, od dziś jesteś naszą znajomą i masz
-W
takim razie jestem za.- przynieśli 14
piw. Każdy dostał po dwa, ale ja oddałam swoje Zaynowi, bo chciałam tylko
jedno, a on się zgłosił jako jedyny po nie.
Po nich „impreza” się rozkręciła. Postanowiliśmy zagrać w butelkę. Zasad
było parę: nie można zadawać bardzo zboczonych rzeczy, nie wykonasz zadania
ściągasz jakieś ubranie, zadania, pytania i odpowiedzi zachowujemy tylko dla
siebie. Najpierw kręcił Zayn, wypadło na Harrego
-Pocałuj
najczulej jak tylko potrafisz swoją dziewczynę- bez wahania to zrobił. Harry
wykręcił mnie
-Pytanie,
czy zadanie- zapytał
-Zadanie-
trochę obawiałam się co wymyśli
-Zrób coś,
by Niallowi stanął- byłam w szoku
-Zero
problemu.- podeszłam do Nialla, widać był zdezorientowany całą sytuacją.
Szepnęłam mu moje magiczne słowa do ucha, a w jego spodniach był namiot.
–Mówiła zero problemu
-Niezła
jesteś- pochwalił mnie Zayn
-Ma się
wprawę- powiedziałam z uśmiechem
-Uuuuuu, a w
łóżku też jesteś taka dobra- pytanie znowu padło z ust Zayna
-Naprawdę
chcesz wiedzieć?- uśmiechnęłam się cwaniacko
-Rzecz
jasna-podeszłam do niego, moją twarz i jego dzieliły może 2 cm
-W snach- i
odsunęłam się. Wszyscy wpadli w niepochamowany śmiech, jedynie on siedział
zawiedziony. Teraz ja kręciłam. Wypadło na Louisa- Zrób coś szalonego.-wyszedł
na dwór i krzyknął: ”Jestem zarąbisty” wszyscy zaczęli się śmiać. Potem kręcił
Louis wypadło jak na złość na mnie.
-Ściągnij z
siebie tą obcisłą bluzeczkę, na pewno ci gorąco w niej.- powiedział z wielkim
smilem
-Uwierz nie
jest- powiedziałam ściągając bluzkę.
-Uuuuuu, ale
ciało- podziwiał mnie Zayn
-Dobra, nie
podniecaj się tak, bo się napalisz kotku
-A żebyś
wiedziała słońce-wszyscy ponownie wpadli w śmiech.
-Już pójdę-
powiedziałam ubierając bluzkę
-Nie zostań,
możesz spać ze mną- odezwał się Zayn
-Z tobą?
Jeszcze mnie zgwałcisz.
-Możliwe,
nie mogę ci się oprzeć.
-Będziesz
musiał.
-Dość.!-
krzyknął Niall
-Przepraszam-
odezwała się cicho
-To nie ty,
tylko Zayn, dziewczyny nie lubią nachalnych facetów
-Skąd możesz
to wiedzieć, nie miałeś dziewczyny od czasów x- faktora
-Przynajmniej
nie mam innej co noc.
-Nie wiesz
jaką to radochę sprawia.
-Ona też
będzie tylko na dziś?
-Możliwe
-Dość. Ja
znikam z waszego życia, bo tylko się kłócicie.,
-Nie czekaj-
krzyknął Niall
-Co?
-Chodź do
mnie, nic ci nie zrobię- myślałam chwilę co mu odpowiedzieć
-Dobra-
uśmiechnęłam się
-Dziwka-
krzyknął do mnie Zayn
-Dupek-
powiedziałam i dałam mu z liścia. Chwycił się za miejsce, w które mu
przyłożyłam- To, że jestem dziewczyną nie znaczy, że nie umiem ci
przyłożyć-Niall zabrał mnie do swojego pokoju. Dał mi swoją koszulkę, a ja
udałam się do łazienki. Po 10 min wróciłam, potem on do niej poszedł. Ułożyłam
się w jego łóżku. Jak ono przyjemnie pachniało. Gdy wrócił przytulił mnie do
siebie. Nie wiem czemu, ale odwzajemniałam uścisk i zasnęłam w jego ramionach.
Rano
obudziły mnie promyki słońca. Blondyn jeszcze spał. Cichutko wyszłam z łóżka,
przebrałam się i na karteczce napisałam mu mój numer i wyszłam do domu.
Czemu się
tak wczoraj zachowałam? Nie mam pojęcia. Chyba się w Niallu zakochałam. Nieee.!
Znam go zaledwie dzień. Ale przecież miłość nie zna granic.
Tydzień później
Przez cały tydzień z Niallem pisałam jedynie SMS-y. Dziś
po raz pierwszy od tygodnia mamy się spotkać w parku. Sam mnie zaprosił.
Dochodziła 13:30, więc zaczęłam się ubierać, bo miał przyjść po mnie o 14.
Zrobiłam lekki makijaż i czekałam na Niall. Równo o 14 zadzwonił do moich
drzwi. Poszliśmy w stronę parku. Widać czymś się stresował. Nie był sobą.
-Nie
wytrzymam już dłużej. Muszę ci to powiedzieć.
-Też ci coś
powiem, ale ty pierwszy
-Kocham cię-
powiedział po pewnej chwili
-Nie wierzę.
Pierwszy raz się nie zbłaźnię
-Czyli?
-Też cię
kocham Niall- lekko pocałował moje usta
-To znaczy,
że mogę cię nazwać moją dziewczyną?
-Na to
liczę- posłałam mu uroczy uśmiech
-Od 2. i pół roku czekałam na tą właściwą dziewczyną i
wreszcie ją znalazłam. Razem z chłopakami robimy dziś imprezę wpadniesz?
-Dla ciebie
wszystko.
-Nie wiesz
jak się cieszę- pocałował mnie i odprowadził. Przy moim domie jeszcze raz
pocałował, ale czulej. W domu od razu zaczęłam się szykować. Ubrałam coś
bardziej odpowiedniego na imprezę, poprawiłam makijaż na mocniejszy i można
było powiedzieć, że byłam gotowa. Na imprezie było już pełno ludzi. W tłumie
dostrzegłam Nialla. Podeszłam do niego, on czule mnie pocałował. 2 godziny
później wszyscy byli napicie w trzy dupy. Postanowiłam nie pić. Czyjeś dłonie
na biodrach. Myślałam, że to Niall, odwróciłam się, a tu Zayn! Chwycił mnie za
rękę, na górę. Wprowadził do swojego pokoju. Zamknął drzwi na klucz i rzucił na
łóżko. Obawiałam się najgorszego. Usta zakleił mi. Zaczął rozbierać, próbowałam
mu się wyrwać, ale to nic nie dało, przez alkohol dostał niesamowitej siły.
Normalnie w świecie zgwałcił mnie. Później od tak sobie zasnął. Zdjęłam taśmę
ubrałam się i szybko wybiegłam z domu. Na schodach spotkałam Niall, który
najwyraźniej mnie szukał. Pocałował i na szyję założył piękny złoty naszyjnik.
Podziękowałam mu i także pocałowałam i poszłam do domu. Nie mogłam zasnąć, bo
ciągle męczył mnie ten sam koszmar. Jak on mógł tak postąpić. Nie mogę ich ze
sobą skłócić. Muszę na jakiś czas wyjechać do Polski do domu. Niech zapomni o
mnie. Nie, nie mogę. Mówił mi, że od x-faktora czekał na tą jedyną, ale nie
mogę rozbić ich zespołu. Spakowałam wszystkie rzecz. Taksówką ruszyłam na
lotnisko. Tam okazało się, że najbliższy lot do Polski jest za godzinę. Kupiłam
bilet i powoli poszłam na odprawę. W samolocie byłam pół godziny przed wylotem
napisałam do Niall: „ Wybacz mi, tak będzie lepiej. Wiec, że kocham cię
bezgranicznie, ale nie chcę rozbić waszego zespołu. Zapomnij o mnie. Ja tego
nie zrobię, bo byłeś moim pierwszym prawdziwym chłopakiem. Przy tobie się
zmieniłam, na lepsze. Poczułam co to miłość. Dobra, nie rozczulam się. Jeśli
pozwolisz zatrzymam sobie naszyjnik. Będzie mi ciebie przypominał. Kocham Cię
bardzo, twoja, lub nie twoja Emilia ;* xoxo. KOCHAM CIĘ BARDZO. PRZEPRASZAM”
nacisnęłam wyślij. Łzy, gdy to pisałam leciały strumieniami. Tak będzie dla
nich lepiej. Lot minął mi obojętnie. Cały czas płakałam.
Rodzice byli
zaskoczeni jej przyjazdem, ale nic nie
powiedzieli. Ona zamknęła się w sobie. Cały czas myślała o Niallu. Wyjechała,
bo musiała, wyjechała, bo nie chciała zniszczyć ich relacji, wyjechała, chociaż
kochała go całą duszą i sercem. Zmieniła się bardzo, przefarbowała włosy na
brąz, zmieniła swój charakter. Jedynie jedna rzecz została taka sama.
Mianowicie uczucie jakim darzyła go.
Codziennie nosiła naszyjnik od niego. Dbała o niego jak o najcenniejszy skarb
na świecie. Mówiła do niego jak bardzo go kocha.
Najlepsi
psychologowie do niej nie dotarli, nie wydobyli z niej informacji. Ona cały
czas kryła je w sobie. Bolało ją to bardzo. Chociaż minęły już 2 lata ona
pamięta to wszystko, ten ból jakby było wczoraj. Uznała, że już czas i ponownie
wyjechała do Londynu.
W domu byłam
o 13. Było lato, więc ubrałam na siebie strój kąpielowy i poszłam do ogrodu. W
ogrodzie naprzeciw byli chłopcy i wszystkie wspomnienia ponownie wróciły. Do
ręki chwyciłam naszyjnik i zaczęłam płakać, czyli to co robię codziennie.
Przepłakałam całe dwa lata. Ogólnie zmieniałam się. Nagle do płatu podszedł
winowajca
-Cześć.
Jestem Zayn
-Spieprzaj
dupku, nie chcę cię znać. To wszystko przez ciebie wszystko. Czemu? Czemu
zniszczyłeś mi do cholery życie? Bo miałeś taki kaprys. Nienawidzę cię.!-
krzyczałam. Wszyscy na mnie patrzyli. On stał zdezorientowany
-O ci
chodzi. Chcę być miły, a ty na mnie wyjeżdżasz. Co ci? Idź do psychologa.
-Mnie oni
już nie pomogą, za dużo przez ciebie wycierpiałam.
-Oświecisz
mnie ?- puściłam mój naszyjnik i usiadłam na ziemi.
-Czekajcie
chłopaki, ona mi kogoś przypomina- zaczął Louis. Nic się nie odzywałam, tylko
płakałam, jak zawsze w nocy w poduszkę. –Podejdź tu tylko- zrobiłam o co
poprosił- Niall chodź tu- blondynek zjawił się przede mną. Dopiero po chwili
zorientowałam się, że Lou pokazuje mu mój naszyjnik.
-To ty.
Wróciłaś.- jego oczy się zaszkliły. Nie umiałam mu odpowiedzieć, zbyt bardzo
płakałam. Przeskoczył płot. Przytulił mnie do siebie mocno. Znów poczułam się
taka wyjątkowa. Pusta w moim sercu nagle wypełniła się. Pierwszy raz od dwóch
lat uśmiechnęłam się. Tak za tym tęskniłam. Zaprosiłam go do środka. Usiadłam w
kuchni na krześle i znowu zaczęłam płakać. Podszedł do mnie i mocno mnie
przytulił.
-Czemu wtedy
mnie zostawiłaś?
-Musiałam.
Od tego prawdopodobnie zależał wasz zespół.
-Czyli.?
-No, bo…
pamiętasz ten dzień kiedy dałeś mi naszyjnik?
-No jasne
-No to wtedy
wracałam z góry. No bo byłam u Zayna
-Rozumiem
zdradziłaś wtedy mnie
-Nie do
końca.
-A jak?-
zapytał wkurzony, ale smutny
-No, bo
Zayn… on mnie zgwałcił-ostatnie słowo powiedziałam ledwo słyszalnie.
-Że co?
Zabiję go!
-Nie.!-
podbiegłam do niego.-Już jest okay. Obiecaj, że nic nie zrobisz.! Kochasz mnie
jeszcze?
-Ty się
jeszcze pytasz. Czekałam na ciebie, z nadzieją, że wrócisz i miałem rację.
Kocham cię jak nikogo innego.! Słyszysz to.! Zawsze będę cię kochał.
-Też cię
kocham.- pocałowałam go namiętnie.-Chcę to zrobić. Chcę to zrobić właśnie z
tobą
-Jesteś tego
pewna?
-Na 200%
-Dobrze.-
rozebrał mnie, a ja jego. Robił to tak delikatnie. Czułam się tak cudownie.
Został u mnie na noc. Zrobiliśmy to jeszcze parę razy.
4 miesiące później
Jestem w 4
miesiącu ciąży. Mina Nialla była bezcenna, gdy mu powiedziałam. Był taki
szczęśliwy. Już nam całkiem, całkiem brzuszek. Za tydzień są święta. Jestem
zaproszona do rodziców Niall. Właśnie staliśmy pod domem jego rodziców.
-Dzień
Dobry- odezwałam się cicho. Jego matka zmierzyła mnie wzrokiem, patrząc spod
byka.
-A kto
to.?-spytała swojego syna
-Moja
narzeczona Emilia- aha tak zapomniałam jestem jego narzeczoną
-Dałeś się
tak nabrać tej dziwce?
-Co?-zapytał
-Naciągnęła
cię na dziecko, a ty głupi jej się oświadczyłeś
-My się
kochamy prawda?-zwrócił się do mnie
-Święta
prawda- odpowiedziałam cicho
-Nie
przychodź potem do mnie, że popełniłeś błąd.
-Nie bój
się, nie przyjdę
-Dobra,
wiedzę, że sprawiam problem. Pojadę do domu.
-Droga
otwarta- powiedziała otwierając mi drzwi.
-Nie ona
nigdzie nie idzie.
-Nie lubię
jej, dlatego nie chcę jej w tym domu.
-Dobrze już
idę. Szybko złapałam taksówkę i pojechałam do domu. Tam nastroiłam sobie
choinkę. Była piękna. Tylko cały czas zastanawiał mnie fakt, czemu Niall tak
pozwolił mi iść. Nie wiem. Może uwierzył w to co matka mu powiedziała. Nie chcę
nawet o tym myśleć. Bez niego życie nie miało by sensu.
Tydzień później
Niall się do
mnie nie odezwał. Byłam już prawie pewna, że to koniec. Dziś wigilia. Spędzę ją
sama. Poprawka, nie sama, tylko z moją jeszcze nie narodzoną córeczką. Muszę
się przyzwyczajać do tego. Ugotowałam wigilijną kolację i siadłam do stołu.
Zjadłam w ciszy. Nawet sama do siebie nie gadałam, co na marginesie często mi
się zdarza. Później spod choinki wzięłam prezent, który sama sobie kupiłam i
rozpakowałam go. Była to srebrna bransoletka z moim imieniem. Później znów
zwątpiona poszłam spać
Kolejny tydzień później
To już piąty
miesiąc. Niall nie odezwał się do mnie. Nowy rok, jednak spędzę sama. Rozumiem,
że chce pobyć z rodzicami, ale mógł chociaż napisać. Postanowiłam ja to zrobić:
„ Niall kochanie odezwij się. Martwię się o Ciebie”. Po chwili dostałam
odpowiedź: „ Nie zbliżaj się do mojego syna idiotko. On już cię nie kocha. Sam
mi to mówił. On boi ci się to powiedzieć i dlatego się nie odzywa. Ma już inną.
Znikaj z jego życia szmato”. Rozpłakałam się. Czyli jednak to był koniec. Jak
on tak mógł. Był miłością mojego życia. Zawsze będzie. Co ja teraz sama zrobię.
Nie mam po co żyć. Nie, mam po co żyć. Dla mojej córeczki, której w prawdzie
jeszcze nie ma na świecie, ale za 4 miesiące już będzie. Jedyna myśl, która
trzymała mnie przy życiu. Znów tak cierpiałam. Znów ta pustka, co dwa i pół
roku temu. Czemu? Czemu mi się to przytrafia? Wiedział, że go tak kocham.
Za 10 min jest dwunasta i nowy rok 2013. Siedziałam
na kanapie głaszcząc mój brzuszek. Cały czas gadałam do małej, że ją kocham.
Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło się odliczanie 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1
i … nowy rok. Oby był lepszy niż już poprzedni. Jeszcze minutę temu mogłam
powiedzieć, że ten rok, ale teraz już przeszły. Zamiast szampana wypiłam sok.
Wyszłam na dwór pooglądać fajerwerki. Na podjeździe chłopców stał samochód
Nialla. Czyli jest w domu. Czemu? Czemu on mnie musi tak ranić.? Wróciłam do
pokoju. Wygodnie ułożyłam się na łóżku i zasnęłam.
4
miesiące później
Już
przyzwyczaiłam się do tego, że Nialla
nie ma. Tym razem staram się być silna. Już niedługo, bo dzisiaj jest 9.
miesiąc na dniach moja kruszynka przyjdzie na świat.
Poczułam
śliny ból w dolnej części brzucha. Wiedziałam, że już się zaczyna. Zadzwoniłam
po pogotowie. Przyjechali po 10 min. Zabrali mnie do szpitala. Leżałam na
porodówce. Nagle uświadomiłam sobie, że to już koniec, że umrę
-Proszę
zadzwonić do Nialla Horana i powiedzieć, żeby przyjechał, aha i, że go kocham
nad życie.
-Po co.?
-Ja wiem, że
mój czas się kończy. Proszę zrobić o co proszę.-lekarz przyniósł dyktafon, a ja
powtórzyłam : Kocham Cię Niall, zajmij się nią, tylko o to proszę.” Po tym zaczęłam rodzic. Był to potworny ból. Nagle
usłyszałam płacz dziecka, uśmiechnęłam się i spokojnie zamknęłam oczy.
Widziałam swoje ciało z góry, widziałam jak reanimują. Nagle do Sali wbiegł
Niall. Czyli jednak przyjechał. Lekarz oznajmił mu, że umarłam, a on rozpłakał
się. Później przesłuchał wiadomość jaką mu kazałam przekazać. Usiadł przy mnie
i zaczął mówić do martwego ciała.: To moja wina. Dlaczego posłuchałem moją
matkę. Gdy tego nie zrobił, byłabyś ze mną. Nie masz pojęcia jak cię kocham.”
Cały czas płakał. Lekarz przyniósł mu mała, a on miał ją nazwać. Bez wahania
wybrał imię Emily. Moje imię. Jakie to słodkie było. Po tygodniu zabrał ją do
domu. W tym czasie też odbył się mój pogrzeb. Dziwnie tak patrzeć jak zakopuję
twoje ciało.
Niall
Przywiozłem
małą Emily do domu. Czemu to wszystko musi być takie trudne? Odeszła najdroższa
mi osoba. Jak ja wtedy mogłem posłuchać moją mamę? Jestem po prostu głupi. Położyłem
małą do łóżeczka i byłem z nią aż zasnęła. Była taka słodka. Wszystko miała po
mnie, jedynie po Emi miała oczka. Ciemnoniebieskie piękne oczka. Widziałem w
nich to co u Emi. Można było odczytać uczucia. Widać mała była smutna. Nie
dziwię się jej straciła matkę, ale ja jej nigdy nie zostawię! Tylko to
maleństwo mi po niej zostało.
14 lat
później Emily
Muszę
zapytać taty co się stało z mamą. Zawsze unikał tego tematu. Ale mam prawo
wiedzieć gdzie jest moja matka. Jak się nazywała, jak wyglądała, jaki charakter
miała.
-Tato?
-Co się
stało kochanie?
-Proszę
powiedz mi co się stało z mamą
-To dla mnie
trudny temat.
-Proszę. Mam
prawo wiedzieć gdzie jest moja matka
-Dobrze.
Twoja matka jest w niebie. Nie masz jej. Umarła zaraz po porodzie. Pamiętam to
jak dziś. Zostawiłem ją za prośbą mojej mamy. Nie znosiła jej, ja wręcz
przeciwnie. Kochałem ją nad życie. Niestety byłem za głupi. Leżałem sobie na
łóżku, kiedy zadzwonili, ze szpitala, że się urodziłaś. Od razu tam pojechałem.
Tam dowiedziałem się, że Emilia zmarła
-Moja matka
Emilia się nazywała?
-Tak,
dlatego ty Emily się nazywasz.
-Przepraszam,
że zapytałam
-Nie, nic
się nie stało, masz prawo wiedzieć coś o swojej mamie.
-Kocham cię
tato
-Też cię kocham.
The
End
